Wszystko siedzi w głowie

Miesiąc. Z takiej perspektywy piszę ten tekst, więc jeśli jesteś zaawansowanym biegaczem, pewnie uznasz to za truizmy. Dla mnie to jednak ważne, bo przez ten miesiąc w wielu sytuacjach zdałam sobie sprawę, jak wiele zależy od głowy.

Dobra, idę biegać. Pierwszy raz to potruchtam sobie trochę, żeby nie przeszarżować. Po pierwszym kilometrze, zaczyna się gonitwa myśli.

– No dobra, może by tak już skończyć? Nie ma co się przemęczać.
– A może jeszcze kawałek?
– No dobra, ale to skręcam już tak, żeby bardziej w stronę domu.
Człap. Człap. Człap. 2,5 km i zjazd do domu.

Bieżnia. Wchodzę bez konkretnych założeń. Pobiegam ile dam radę i poćwiczę na orbitreku. I co? 5 min truchtu i już łapię się na tym, że może by już skończyć? Z trudem zmuszam się że jeszcze do pełnego kilometra, potem do pełnych 10 min, później już prawie są dwa km, to głupio tak kończyć – tym sposobem jakoś doczłapuję do 20 min / względnie 3 km.

Bieżnia

Trzy tygodnie później wchodzę do siłowni z planem w głowie, że dobrze byłoby dziś spróbować przebiec 5 km, skoro za miesiąc mam pobiec ten dystans. Tradycyjnie po kilometrze odzywa się leń – może już koniec? Nie, miało być pięć – odpowiadam. Zwalniam, ale po chwili oddech się reguluje i mogę znów wrócić do swojego tempa. Zawieszam się na wpatrywaniu w swoje odbicie, które jednocześnie wyznacza mi rytm i tak tupiemy sobie razem aż do końca piosenki. Takie chwile są najlepsze bo 3 min zlatują nie wiadomo kiedy. Najgorsze jest wpatrywanie się w deskę z czasem i dystansem. Zawsze mam wrażenie, że stoi w miejscu. Lubię też, kiedy ktoś w podobnym rytmie biegnie obok. Można poczuć się prawie jakbyśmy biegli razem. To zdecydowanie ułatwia dobrnięcie do mety na wyznaczonym dystansie (bo przecież nie zejdę z bieżni wcześniej niż on/ona;)).

Odbicie

Wychodzę pobiegać na dworze. Wyznaczam sobie trasę wokół osiedla. Wydaje się daleko. Dobiegam do domu – 2,5 km. Naprawdę, tylko tyle? To może jeszcze kawałek? Ale przecież jestem już pod domem?! No i odpuściłam :) Tydzień później już wiem, jakie koło zrobić, żeby wyszło 5 km i jedyne, czego się boję, to fakt, że w połowie trasy będę blisko domu. Korci, o jak korci, żeby odpuścić i wrócić na śniadanie. Ale nie, nie patrzę. Nawet nie spoglądam w stronę domu. Odwracam głowię w kierunku, w którym chcę biec. Miało być 5 km i będzie!

Kiedy przygotuję się psychicznie na to, co chcę zrobić na danym treningu, wtedy łatwiej jest mi pilnować się, by faktycznie tyle zrobić. Kiedy idę bez planu, wówczas łatwiej o wymówkę i odpuszczenie, kiedy zaczną się pierwsze schody. O tym trochę pisałam w pierwszym tekście – nie ważne co chcesz zrobić, jeśli podejdziesz do tego na poważnie i poukładasz sobie to w głowie uda Ci się. Parafrazując Senekę – jeśli wiesz dokąd zmierzasz, przychylne wiatry pozwolą ci dotrzeć do celu.

Agata Lipiec

Please wait...
Agata Lipiec Opublikowane przez:

Bieganie zmieniło moje życie. Bieganie zmieniło mnie. I to nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim mentalnie. Czuję się silniejsza, bardziej atrakcyjna i pewniejsza siebie. Tę całą drogę i tę, która jeszcze przede mną znajdziesz na tym blogu.