Technika czyni mistrza

Minął kolejny miesiąc. Waga stoi, ale wyniki sportowe idą do przodu, wiec przestałam się nią przejmować. Za miesiąc pierwszy start w TRI i na tym skupiona jest teraz cała moja uwaga.

image

Triathlon, dla mniej zorientowanych, to połączenie 3 dyscyplin. Najpierw się płynie (i to nie w basenie, a na otwartym akwenie), potem jedzie się na rowerze, a na koniec biegnie. Zawody z którymi większość osób utożsamia triathlon to IRONMAN – 3,8 km pływania, 180 km jazdy rowerem i 42,195 km biegu.

Ale tak, jak nie każdy bieg jest maratonem – maraton to bieg na dokładnie 42,195 km(!) – tak, nie każdy triathlon rozgrywany jest na dystansie IRONMANa. Taki dystans to marzenie i często cel startujących w tej dyscyplinie, ale zawody rozgrywane są też na krótszych dystansach:

  • 1/2 IM (inaczej Ironman 70.3) – 1,9/90/21 km i odpowiednio krótsze 1/4 IM, 1/8 IM,
  • Olimpijski (1,5/40/10 km),
  • Sprint (0,75/20/5 km),
  • oraz na dystansach amatorskich.

Taki też będzie ten mój pierwszy start – 375 m pływania, 8 km na rowerze i 2,5 km biegu.

Pływanie

Przyznam szczerze, że ponieważ biegam od nieco ponad 4 miesięcy, a na rower pierwszy raz wsiadłam miesiąc temu, to moim celem na tych zawodach jest dobrze popłynąć. Dlatego zdecydowałam się poprosić o wsparcie i pomoc profesjonalistę, i to nie byle jakiego. ;) Moim trenerem pływania zgodził się zostać mój serdeczny kolega sprzed lat z Zielonej Góry – Andrzej Stefanek:

„Olimpijczyk, pięciokrotny medalista mistrzostw świata oraz czterokrotny medalista mistrzostw Europy. Indywidualny mistrz Polski w latach 1993-1994, 1996, 1998, 2000, wicemistrz Polski w latach 2003, 2006 oraz brązowy medalista w roku 2004 w pięcioboju nowoczesnym” źródło: Wikipedia

image

Już pierwsze dwa treningi pokazały mi, że technika to klucz do wyniku. Pisałam już w sportowej historii, że moim koronnym stylem jest klasyczny, czyli żabka. Jednak obiecałam sobie, że dam szansę kraulowi i właśnie o pomoc w poprawie techniki tego stylu poprosiłam Stefana.

Na dzień dobry okazało się, że z jednym i drugim stylem nie jest najgorzej, tylko, że pływam nimi jak sprinter a nie długodystansowiec. Czyli, trochę jakby Usain Bolt chciał przebiec maraton. Po kilku prostych ćwiczeniach udało się poprawić rotację, zmniejszyć o połowę liczbę ruchów na dystansie nie tracąc przy tym na prędkości, i „wyprostować” lekko przecinające oś ciała ręce przy wkładaniu ich do wody. Na razie jestem trochę oszołomiona liczbą rzeczy o których muszę pamiętać, ale to bardziej kwestia wyrobienia sobie poprawnych nawyków niż uczenie się wszystkiego od podstaw. Dość powiedzieć, że po 3 treningach wreszcie przepłynęłam te planowane na zawodach 400m kraulem bez zatrzymywania się!

Rower

Długo nie mogłam doczekać się pierwszej przejażdżki Bisią. Najpierw trzeba było poczekać na przegląd i regulację roweru, później na odpowiednią pogodę (pod tym względem bieganie ma dużego plusa), ale jak już wsiadłam… ;) Pierwszy raz po 10 latach jechałam rowerem! Co to było za dziwne uczucie! Niby tego się nie zapomina, ale jednak respekt i ostrożność dominowały w tej podróży. Kolejne przejażdżki do pracy i z powrotem – bo na razie to jedyna forma treningu rowerowego jaką udaje mi się wprowadzać – były już coraz odważniejsze i szybsze (o ile tylko światła pozwalały).

image

O tym, jak się jeździ rowerem po mieście, napiszę innym razem. Teraz muszę obmyślić trasę do pracy, która będzie kilometr dłuższa, żeby pokrywała się z tym 8-kilometrowym dystansem na zawodach :) Pomijając aspekt sportowy – Bisia to wymarzony rower do miejskich wycieczek. Ma więcej biegów niż nie jeden „góral”, dzięki czemu jazda na niej może być niemal bezwysiłkowa, ale może też nieźle dać w kość, jeśli ustawimy na najmocniejsze biegi. No i aspekt wizualny jest dla mnie również nie bez znaczenia. Ten rower jest po prostu śliczny! Aż chce się jeździć!

Bieganie

Tu przez ostatni miesiąc działo się chyba najwięcej. Był start w Łodzi, była życiówka na 5 km w On the Run i było bieganie po Bieszczadach. To ostatnie nieźle dało mi w kość, ale jak tu nie biegać, gdy wokół taaaakie widoki. ;)

Po powrocie nogi tydzień dochodziły do siebie, a bieganie nie szło zupełnie, z tego przeciążenia. Ale jak już wreszcie dałam im odpocząć, wymasowałam rollerem (diabelskie narzędzie, naprawdę), to podziękowały mi z nawiązką – w minioną niedzielę przebiegłam po raz pierwszy 14 km i jestem z tego bardzo dumna!

image

Przyznam szczerze, że w życiu nie porwałabym się jeszcze na wydłużenie dystansu, gdyby mi Remiś tak nie rozpisał treningów. Pewnie tkwiłabym jeszcze przez jakiś czas w tych bezpiecznych dyszkach. A tu, okazało się, że przyjemne bieganie w przyzwoitym tempie zaczyna się po 8 km! I przyznam szczerze, korci mnie żeby sprawdzić co jest dalej?… :) ale jak na pilną uczennicę przystało będę jednak grzecznie słuchać trenera. ;)

A co tam u Was? ;)

Jeśli podobał Wam się wpis, to bierzcie i dzielcie się ze światem. A jeśli chcecie częściej i więcej, to zapraszam na mój Instagram (@ghati) oraz na Endomondo, gdzie znajdziecie wszystkie treningi.

Please wait...
Agata Lipiec Opublikowane przez:

Bieganie zmieniło moje życie. Bieganie zmieniło mnie. I to nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim mentalnie. Czuję się silniejsza, bardziej atrakcyjna i pewniejsza siebie. Tę całą drogę i tę, która jeszcze przede mną znajdziesz na tym blogu.