Tag: bieganie

Co roku w okresie poświąteczno-noworocznym pojawia się dyskusja na temat postanowień noworocznych. Z telewizji atakują nas reklamy suplementów na chudnięcie, rzucanie palenia itp., a siłownie przeżywają oblężenie. Chciałabym wam dziś opowiedzieć dlaczego dla mnie postanowienia noworoczne nie są do końca bez sensu.

Na jednej z facebookowych grup padło ostatnio pytanie o roczny przebieg. Ile należy przebiec w ciągu roku aby to miało sens i żebym nie miał poczucia zmarnowanego czasu. Wiem, że wszyscy mamy tendencję do poszukiwania wyraźnych, prostych mierników postępu. Większość z nas lubi wyznaczać sobie cele bo to pomaga i motywuje. Problem w tym, że sam „przebieg” nie jest sensownym miernikiem ani celem.

To nie będzie biegowe podsumowanie roku 2014… No dobra, będzie ale trochę inne niż moglibyście się spodziewać. Będzie bardziej osobiście i tylko „trochę” biegowo. Ponieważ sam jestem dopiero na początku „kariery biegacza” a startów za sobą mam jeszcze mało to patrzę na ten mijający rok bardziej z perspektywy zmian jakich bieganie mi dostarczyło niż lepszych czy gorszych czasów.

Miałem dużo szczęścia ponieważ moja przygoda z bieganiem zaczęła się pod ścisłą kontrolą sztabu profesjonalistów. Przeszedłem odpowiednie badania sprawdzające mój stan, plan treningowy układał mi trener z dużym doświadczeniem, o dietę dbała (i nadal dba) rewelacyjna dietetyczka, że o rewelacyjnej opiece fizjoterapeutycznej nie wspomnę. Zdaję sobie sprawę z tego, że większość początkujących nie ma tego szczęścia. Dlatego zachęcam Was do zwrócenia uwagi na kilka najpopularniejszych błędów początkujących biegaczy.

Każdej większej imprezie biegowej towarzyszy lament nielicznej grupy malkontentów. A to, że miasto zablokowane, bo przecież weekend bez wizyty w centrum handlowym to weekend zmarnowany. A to, że bez sensu takie imprezy robić w środku miasta zamiast gdzieś w lesie poza miastem, gdzie zamiast biegać po asfalcie można by leśnymi dróżkami… Argumentów jest cała masa i tylko nie wiadomo, który głupszy.