Ta zima kiedyś musi minąć…

Pierwszy dzień wiosny to dobry czas by podsumować to, co wydarzyło się (a raczej nie wydarzyło) zimą. A był to wyjątkowo trudny czas.

Zacznijmy jednak od początku. Koniec października był wyjątkowy. Cudowny debiut w półmaratonie wynagrodził cały rok treningów. Pokazał potencjał jaki mam w sobie i nastroił optymistycznie. Organizm, co prawda, dopominał się przerwy, dawał o sobie znać już we wrześniu, więc przygotowaniom do zakończenia sezonu w Krakowie towarzyszyła myśl, że jeszcze ten jeden bieg i robię chwilę przerwy.

I zrobiłam, choć nie było to łatwe i nie spodziewałam się, że potrwa ona aż 4 miesiące. Nakręcona wynikiem i emocjami po połówce zmuszałam się do odpoczynku, bo nogi same rwały się do biegu. Szczęśliwie miałam jeszcze basen i od października pod okiem profesjonalistów zaczęłam pływać, myśląc juz o nowym sezonie. Dwa miesiące porannych treningów na basenie zastępowały ograniczoną liczbę tych biegowych.

Good morning #afterswimming #swimming #swim #tri #triathlon #triathlontraining #legs #glasses #cup #kuźniatriathlonu #morning #goodmorning

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Agata | Wybiegane.pl (@ghati)

Od grudnia jednak zaczęły się schody. Najpierw przeziębienie (pierwszy raz od nie pamiętam kiedy), potem kolejne komplikacje, które zakończyły się zasłabnięciem w basenie i muszę przyznać, że porządnie się przestraszyłam. Styczeń zamiast na treningach spędziłam u lekarzy, którzy próbowali stwierdzić co mi jest. Wszystkie badania wypadały ok i po wykluczeniu wszystkich poważnych, potencjalnych przyczyn ostatecznie stwierdzono, że to kwestia hormonów. Kiedy zaczęłam wychodzić na prostą i myśleć o powrocie do biegania, znów wylądowałam na zwolnieniu. Tym razem z zapaleniem płuc.

Tym sposobem musiałam zrezygnować z planowanego na koniec lutego startu w mojej kochanej Zielonej Górze, gdzie mieliśmy drużynowo pobiec Ultramaraton Nowe Granice. Trudno. Jak pisałam w podsumowaniu roku – zdrowie jest ważniejsze.

Marzec wreszcie przyniósł poprawę i mogłam zacząć wracać. Powoli, spokojnie, od krótszych biegów budować od nowa formę. Nie powiem, w tych pierwszych treningach czułam się, jakbym cofnęła się o rok i znów zaczynała wszystko od początku. Wciąż czuję, że jeszcze długa droga przede mną, ale liczę, że pierwszy zaplanowany na ten rok start – w półmaratonie warszawskim dam radę przebiec. Rekreacyjnie, bez nastawiania się na wynik, bardziej z chęci przebiegnięcia się po Warszawie, pierwszy raz w takim biegu.

Dementorzy w mojej głowie

Ta wymuszona przerwa w treningach i pewne dodatkowe okoliczności w innych sferach życia, dość mocno przełożyły się na powrót tego, z czym tak zawzięcie walczyłam w zeszłym roku. Zaczęła znikać ta uśmiechnięta i pewna siebie, przebojowa Agata, a w jej miejsce coraz cześciej zaczęła wracać ta smutna, zagubiona i niepewna. Na korytarzu w pracy zaczęłam słyszeć pytania: „czy coś się stało”, „dlaczego jestem taka smutna”. Porównujac do Harrego Pottera, czułam się tak, jakby jakiś dementor zalęgł się w mojej głowie i z każdym dniem wysysał z niej wszystko co dobre, pozytywne, radosne wpuszczając w to miejsce zwątpienie, niepewność i smutek.

Porównanie do Harrego Pottera nie jest tu przypadkowe. Ostatnio po raz kolejny (szósty? siódmy? już nie liczę ;)) sięgnęłam po sagę przygód młodego czarodzieja. Ta książka dodaje mi sił w trudnych chwilach. Nie wiem, czy pamiętacie film „Niekończąca się opowieść”, w którym Bastian otwierając książkę przenosił się w świat swojej wyobraźni i stawał się głównym bohaterem. Tak samo mam z Harrym. Sięgałam po tę sagę zawsze wtedy, kiedy potrzebowałam wyrwać się z rzeczywistości, przenieść do innego świata. Podczas czytania właśnie tak się dzieje. Staję się Harrym i w jego przygodach i walce ze złem odnajduję ukojenie, zapominam na chwilę o tym, co dzieje się wokół, uciekam w fabułę.

Bieganie, mimo że rownież przynosi wytchnienie i pomaga się odstresować, to jednak uruchamia proces myślenia i analizowania wszystkiego co się dzieje. W sytuacji, kiedy nie mam wpływu na okoliczności zewnętrzne wpływające na stan mojej głowy, analizowanie wszystkiego po raz kolejny i kolejny nie przynosi ukojenia. Owszem, wysiłek fizyczny pozwala wyzbyć się złych emocji i najnormalniej w świecie „wyżyć się”, dlatego zmuszam się, by choć dwa razy w tygodniu wyjść i pobiegać. Tęsknię jednak za tą motywacją, która sama wypychają mnie z domu na trening, która pomagała wstawać o 5-tej rano i biec. Do tej radości z obserwowania budzącego się do życia nowego dnia. Do ekscytacji zaplanowanymi startami…

image

Kiedy pojawia się słońce, rodzi się nadzieja

Wiem, wierzę, że wiosna przyniesie tę nadzieję. Poczułam to w zeszłym tygodniu, kiedy wyszłam z pracy na zalaną słońcem ulicę. Po raz pierwszy od dawna poczułam, że będzie dobrze, że ta zima w końcu musi minąć. Że uda się przepędzić dementora i wróci uśmiech, nadzieja i radość.

Tylko przyjdź już wiosno!

image

Please wait...
Agata Lipiec Opublikowane przez:

Bieganie zmieniło moje życie. Bieganie zmieniło mnie. I to nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim mentalnie. Czuję się silniejsza, bardziej atrakcyjna i pewniejsza siebie. Tę całą drogę i tę, która jeszcze przede mną znajdziesz na tym blogu.