Postanowienia noworoczne są do dupy?… Nieprawda!

Co roku w okresie poświąteczno-noworocznym pojawia się dyskusja na temat postanowień noworocznych. Z telewizji atakują nas reklamy suplementów na chudnięcie, rzucanie palenia itp., a siłownie przeżywają oblężenie. Chciałabym wam dziś opowiedzieć dlaczego dla mnie postanowienia noworoczne nie są do końca bez sensu.

bieg

Paweł pisał w grudniu w NaTemat jak bardzo bez sensu są postanowienia noworoczne:

Jeśli masz coś zmienić w swoim życiu, to zrób to teraz! Dziś jest ten dzień! Dziś jest jedyny dzień, w którym możesz zmienić swoje życie. Nie wczoraj, nie jutro – dzisiaj! Czas i tak minie, pytanie, co Ty zmienisz i gdzie będziesz za miesiąc, za rok? Czy nadal będziesz miał mało czasu dla rodziny, nadwagę, z którą walczysz od jutra, i brak czasu na takie „pierdoły”?

Nie pierwszy raz nie zgadzam się z moim mężem :). Bo łatwo się tak pisze z perspektywy osoby, która niemal rok temu wstała (wreszcie) z fotela i zaczęła biegać. Kiedyś może napiszę ile razy wcześniej próbowałam go zmotywować do ruchu ;) ale to długa historia, więc na osobny wpis. Dla człowieka, który chce dopiero zacząć to robić, wyjście z domu nie jest wcale takie proste. To przecież ogromny wysiłek psychiczny, by pokonać lenia, który siedzi w nas.

Dla mnie wyznaczenie sobie daty początkowej na 5 stycznia było z wielu względów pomocne. Trochę na ten temat pisała Matylda rok temu relacjonując swoje rzucanie palenia:

Wyznaczenie sobie daty było strzałem w dziesiątkę. Miałam możliwość dojrzeć do tej decyzji, wypalić się za wsze czasy, naprawdę przygotować się na ten krok.

Kropla drąży skałę

W ubiegłym roku miałam 3 podejścia do tego, by zacząć się regularnie ruszać. W kwietniu, we wrześniu i w październiku. Właśnie na tej zasadzie, o której pisał Paweł, argumentując, że nie ma co czekać na TEN dzień. Stwierdzałam – a może pójdę pobiegać i szłam. Raz, dwa, trzeci już mi się nie udało bo…

Tak, zapaleni biegacze na pewno nazwą to wymówkami, ale… Już jeden biegacz w domu jest, więc wcale nie tak prosto wstrzelić się w jego plany treningowe i znaleźć czas również na swoje. Poza tym jest też dziecko, które jeszcze samo w domu nie zostanie, żeby rodzice mogli sobie pobiegać. No i cały ten „bałagan”, który mam na głowie typu ogarnianie domu i posiłków dla rodziny. Możecie mówić, że jak się chce, to wszystko da się pogodzić. Tak, to prawda, ale to wymaga wyższej logistyki.

Kiedy wróciłam po Nowym Roku od rodziców, gdzie miałam chwilę, by sobie wszystko w głowie poukładać, potrzebowałam jeszcze uświadomić męża, że czekają nas kolejne zmiany. No bo ruch, ruchem, ale przygotowanie trzech posiłków z rana na cały dzień do pracy, to już niezła ekwilibrystyka biorąc pod uwagę, że dziecko potrafi obudzić się minutę po Tobie.

Postanowienia

Jak Wy to robicie?

Wielu znajomych się nas pyta, jak nam się to udaje? Otóż, analizując nasze plany dnia zastanawiałam się, jak mogę wcisnąć w niego jeszcze czas na moją aktywność, jednocześnie nie zaburzając planu treningowego Pawła. Najprostsze rozwiązanie, to bieganie rano. Jednak biorąc pod uwagę, że już teraz wstaję codziennie o 6:00 żeby zdążyć ze wszystkim przed pracą, to wstawanie o 4:00 czy 5:00 jednak nie uśmiechało mi się. (Szczególnie w środku zimy, kiedy o tej porze jest najniższa temperatura.) Myślałam czy nie ma innego rozwiązania i udało się je znaleźć. Nie jest może optymalne, ale jak na początek – wystarczające.

Postanowiłam dwa razy w tygodniu zostawać godzinę dłużej w pracy i tam chodzić na siłownię. Biegam na bieżni, ćwiczę na orbitreku i ergometrze. Wracam do domu dwie godziny później niż w normalne dni, ale na tyle wcześnie, że Paweł jeszcze zdąży na swój trening. Dodając do tego weekend, kiedy łatwiej wygospodarować czas na aktywność, udaje mi się ćwiczyć ok 4 razy w tygodniu.

Cieszę się, że ten miesiąc przetrwałam. Plan dnia przejdzie jeszcze pewne modyfikacje, bo jednak część jedzenia będę musiała przygotowywać wieczorami, a bieganie po bieżni nie daje takiej przyjemności, jak bieganie po ulicy, ale pierwsze koty za płoty. To nic, że mieszkanie po tym tygodniu wyglądało jakby przeszedł przez nie tajfun, bardziej boli mnie to, że miałam wrażenie, że przez ten tydzień prawie nie widziałam córki. Liczę, że z czasem się podocieramy, dzień będzie dłuższy, pogoda lepsza i bardziej będzie chciało się chcieć. Trzymajcie kciuki! :)

No votes yet.
Please wait...
Agata Lipiec Opublikowane przez:

Bieganie zmieniło moje życie. Bieganie zmieniło mnie. I to nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim mentalnie. Czuję się silniejsza, bardziej atrakcyjna i pewniejsza siebie. Tę całą drogę i tę, która jeszcze przede mną znajdziesz na tym blogu.

  • Super Agata! Pogodzić tyle obowiązków to naprawdę wyczyn. Trzymam kciuki za Ciebie i mocno kibicuję.

    No votes yet.
    Please wait...
    • Agata Lipiec

      Kasiu dziękuję, staram się :) i dziękuję za wsparcie. Będę się starała was nie zawieść :)

      No votes yet.
      Please wait...
  • Artur Kaliś

    Jestem pod mega wrażeniem! Agata pisz, pisz i pisz! Wiedziałem, że masz lekkie pióro. Przeczytałem na jednym wdechu. Czekam na następne biegodomodzieckopracozmagania :)

    No votes yet.
    Please wait...
    • Agata Lipiec

      @Artur chyba wymyśliłeś mi spersonalizowany hashtag :)

      No votes yet.
      Please wait...
      • Artur Kaliś

        :D a może tak bloga nazwij :)

        No votes yet.
        Please wait...
    • Jeszcze chwila chłopaku i będziemy się umawiać na bieganie we czwórkę ;)

      No votes yet.
      Please wait...
      • Agata Lipiec

        Bez przesady, na razie nie zamierzam biegać dalej niż 10 km ;) możecie spać spokojnie ;)

        No votes yet.
        Please wait...
        • Możemy robić wspólne dyszki. Ja jak zaczynałem biegać też chciałem tylko wrócić do formy, żeby znowu ćwiczyć sztuki walki, także tego… ;)

          No votes yet.
          Please wait...
        • Artur Kaliś

          …na razie…dobrze powiedziane…w bieganiu już później tylko decydujesz – robić szybkość czy wydłużać dystans, a może to i to :D

          No votes yet.
          Please wait...
  • Paweł Durjasz

    Agata dajesz ! :)

    No votes yet.
    Please wait...
  • I najbardziej mnie jara to, że na wiosnę wystarczy kupić wózek biegowy i będziemy mogli na spokojnie „piątki” wyskoczyć sobie całą rodziną. Jeszcze tylko pozostaje mi psa nauczyć biegania :)

    No votes yet.
    Please wait...
    • Artur Kaliś

      Ja zamierzam Tosię oswoić z bieganiem 5k. Dziś kupuję szelki i niedługo idziemy palnąć parę kilometrów. Także jakby co to w tym tygodniu możemy pobiec z labiszonami na Fort Bema :) Co Ty na to?

      No votes yet.
      Please wait...
      • Tą moją durną sukę to strach na forty wpuszczać :D

        No votes yet.
        Please wait...
        • Artur Kaliś

          Paweł to Twoja się z moją dogada. Ma 6 lat a mysli ze ma rok. I srednio sie slucha – dlatego ja przyjmuje wyzwanie od psa :)

          No votes yet.
          Please wait...
  • Agata!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    No votes yet.
    Please wait...
  • Pingback: Wszystko siedzi w głowie()

  • Pięknie ;)

    No votes yet.
    Please wait...
  • Pingback: 5 rzeczy, które mnie motywują - Wybiegane.pl()

  • Pingback: Skutki uboczne, czyli jak sport zmienia myślenie?()

  • Pingback: Marzenia się nie spełniają...()