Miesiąc pierwszych razów

Właśnie dobiegł końca drugi miesiąc mojej zmiany. W sumie przez ten czas pozbyłam się ok 6 kg i sporo centymetrów tu i tam. Ale, co najważniejsze, w tym miesiącu wydarzyło się dużo pozytywnych rzeczy, dzięki którym z chwilowego kryzysu pod koniec pierwszego miesiąca nie zostało śladu.

Tych, którzy nie trafili na podsumowanie pierwszego miesiąca odsyłam na Facebooka. To po tym wpisie zmotywowaliście mnie miedzy innymi do tego, żebym zaczęła pisać tutaj ;)

Zdałam sobie sprawę, wracając dziś biegiem z pracy do domu, że to był miesiąc pierwszych razów.

Pierwszy raz wystartowałam w biegu na 5 km. Naszą małżeńską relację możecie przeczytać tutaj: Bieg Wilczym Tropem.
Pierwszy raz dostałam medal za tą ciężką, dwumiesięczną pracę (piękny medal i wzruszający).
Pierwszy raz kiedy byłam chora zdałam sobie sprawę, że ciągnie mnie, by wyjsć pobiegać. A to oznacza, że chyba powoli zaczynam lubić ten sport (szok i niedowierzanie).
Po raz pierwszy (i dziś drugi) przybiegłam z pracy do domu (to 7 km!). I przeżyłam ;) Dziś biegnąc wzdłuż korka na Kole przypomniała mi się bajka jak zając ścigał się z żółwiem. Dziś ja byłam żółwiem, a mimo to przemieszczałam się szybciej, niż ci w autach. To było dość zabawne.

Pierwszy raz od dawna zaczęłam dobrze czuć się sama ze sobą.
I pierwszy raz od dawna mieszczę się w rozmiar 40.
Pierwszy raz w ciągu jednego dnia usłyszałam tyle komplementów na swój temat, że mogło zakręcić się w głowie. Muszę przyznać, że na Galę Bloga Roku mój fryzjer Damian wyczarował taką fryzurę, która w połączeniu z nową sukienką (nagroda!) sprawiła, że czułam się chyba po raz pierwszy od czasów studiów, jak milion dolarów.
Pierwszy raz usłyszałam też, że jestem dla kogoś jego prywatną Chodakowską ;)
Pierwszy raz kupiłam czerwoną szminkę.

Blog Roku
fot. Krzysztof Kotkowicz

Siła nawyku

Tak, to był zdecydowanie dobry miesiąc. Wszystko to, z czym walczyłam na początku, minęło lub stało się nawykiem. Dzięki temu łatwiej wstaje mi się rano by przygotować nam posiłki na cały dzień. Menu też jest już okiełznane i coraz mniej ciągnie mnie do starego jedzenia (choć pizzy po starcie nie mogłam sobie odmówić).

Przeczytałam też „Siłę nawyku” Charlesa Duhigga. To fantastyczna książka, szczególnie dla ludzi, którzy chcą coś zmienić w życiu. Zrozumienie tego, jak działa nasz mózg kiedy wyrabiamy jakiś nawyk (nie ważne czy dla nas dobry, czy zły) pozwala łatwiej wprowadzać zmiany. A przecież zmiana życia z kanapowego na aktywne, to ten sam mechanizm, te same impulsy i te same nagrody. Postanowiłam więc częściej się nagradzać drobnymi rzeczami, by nie mieć poczucia, że ciągle wszystkiego sobie odmawiam.

Widzę znaki

Ciekawą rzecz też zaobserwowałam. Ten miesiąc podsuwał mi mnóstwo sygnałów, znaków, sytuacji które potwierdzały i wzmacniały moją motywację (pomijając tą torpedę komplementów z ostatniego tygodnia :)). To trochę tak, jakby remarketing działał w realu, obok mnie, a nie tylko w sieci. O czym nie pomyślę, to się spełnia. Spotykam ludzi, którzy myślą i działają podobnie, którzy są na różnym etapie zmiany, ale jest w nich determinacja i motywacja. I tak sobie myślę, czy to znowu kwestia naszego mózgu, że bardziej takie rzeczy teraz wyłapuję, czy zbieg okoliczności, czy tzw. „Siła wyższa” czy może osławione przez Paulo Cohelo „szczęście początkującego”. Nie ważne, ważne że działa!

IMG_0818

Dwa miesiące – tak mało i tak wiele za razem. Dziękuję wszystkim, którzy mnie wspierają, a szczególnie mojemu Pawłowi, Paulinie, Agnieszce, Łukaszowi i Edwinowi. To Wam zawdzięczam sukces w tym miesiącu.

Please wait...
Agata Lipiec Opublikowane przez:

Bieganie zmieniło moje życie. Bieganie zmieniło mnie. I to nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim mentalnie. Czuję się silniejsza, bardziej atrakcyjna i pewniejsza siebie. Tę całą drogę i tę, która jeszcze przede mną znajdziesz na tym blogu.