Marzenia się nie spełniają…

Zawsze uważałam osoby mówiące, że marzenia się nie spełniają za gburów, którzy zasklepieni w swoich kompleksach popadają w zgniuśniałość. Do czasu, aż nie usłyszałam rozwinięcia tego powiedzenia – Marzenia się nie spełniają, marzenia się spełnia!

To niesamowite, jak ta lekka zmiana znaczeniowa może odmienić nasze myślenie. Chcesz czegoś? Marzysz o tym? To zrób to! Nie ma na co czekać. Odkładając realizację marzeń na wieczne „później” do niczego nie dojdziemy. „Później” zazwyczaj przychodzi „za późno”.

Dlaczego o tym piszę? Bo koniec roku sprzyja podsumowaniom, a mój mijający rok przyniósł mi wiele dobrego. Co się zmieniło? Na pierwszy rzut oka – wygląd. Sylwetka, kolor i długość włosów, rozmiar ubrań. I mimo, że właśnie to na początku roku stawiałam to sobie za cel, to efekty zaskoczyły mnie dużo bardziej niż oczekiwałam.

fot. Agnieszka Wanat
fot. Agnieszka Wanat

Największym sukcesem minionego roku śmiało mogę okrzyknąć zmianę, ale nie tę związaną z wyglądem, ale zmianę jaką zaobserwowałam wewnątrz siebie – w myśleniu o sobie. Przede wszystkim o sobie samej i tym, co się dzieje ze mną i we mnie, ale także o mnie w kontekście rodziny, czy o swoim podejściu do pracy i jej efektów. To dobra zmiana i nie byłoby jej gdyby nie styczniowa decyzja o podniesieniu się z kanapy i rozpoczęciu przygody z bieganiem. W tym roku odnalazłam w sobie siłę.

W postanowieniu noworocznym można wytrwać!

Jestem tego najlepszym dowodem. Zerknijcie do tego tekstu o moich tegorocznych postanowieniach. W ciągu roku sportowo dokonałam tylu rzeczy, że gdyby ktoś powiedział mi o tym właśnie w styczniu, kiedy chciało mi się płakać po 1 km truchtu, na pewno zbyłabym go gromkim śmiechem. Tak, dokładnie rok temu zaczynałam od 2-3 kilometrowych truchcików po osiedlu czy na bieżni. Męczyłam się niemiłosiernie i niewyobrażalne było dla mnie jak można przebiec 5 km?

image

1 marca przebiegłam pierwsze zawody na 5 km, pod koniec kwietnia na 10 km, a w czerwcu porwałam się na triathlon. W lipcu zadebiutowałam w 1/8 IM, a w październiku przebiegłam półmaraton! Teraz, kiedy myślę sobie, że to przecież nic takiego, wracam myślami do stycznia, kiedy przerażało mnie każde wyjście z domu. A przecież to wszystko wydarzyło się w ciągu niecałego roku. Pół roku ciężkiej pracy, konsekwentnych treningów, wstawania skoro świt, rewolucji w diecie i ogromu samozaparcia. Wystarczy chcieć, ale tak serio. Wtedy, małymi krokami, w swoim tempie uda się osiągnąć poszczególne cele. I wcale nie trzeba o nich myśleć na samym początku. Warto myśleć właśnie o tych małych krokach – o tym, że jeszcze tylko do tego zakrętu, jeszcze tylko do tamtego drzewa, jeszcze tylko 8 basenów… To te małe kroki sprawiły, że byłam w stanie pokonywać kolejne etapy, które jeszcze przed chwilą wydawały się niemożliwe.

Co dalej?

Nowy Rok zbliża się wielkimi krokami. To sprzyja kolejnym postanowieniom. Ja swoje już powoli zaczęłam realizować, choć dotychczas jeszcze głośno o tym nie mówiłam. Na pewno chcę w przyszłym roku po raz kolejny zdobyć Bydgoszcz – tym razem już na dłuższym dystansie 1/4 IM podczas Bydgoszcz Triathlon. Wcześniej marzy mi się jeszcze złamanie 2 godzin w półmaratonie i celuję, że będzie to PZU Półmaraton Warszawski. W sferze marzeń jest jeszcze jeden cel, lecz jego realizacja uzależniona jest mocno od formy, zdrowia i możliwości. Ten cel to 1/2 IM pod koniec sezonu triathlonowego. Myślę o Wolsztynie w sierpniu – raz, że to blisko rodzinnego domu i rodzice w końcu będą mogli mi pokibicować; dwa, że jeśli mam być w stanie się przygotować, to musi to być końcówka sezonu. Nie jestem w stanie teraz określić się, czy to się uda, podejrzewam, że decyzja zapadnie w sierpniu, ale chciałabym bardzo – a to już wiele.

image

Są rzeczy ważne i ważniejsze

Cele sportowe to jednak rzeczy drugorzędne. Moje najważniejsze postanowienie noworoczne to przede wszystkim dbałość o zdrowie. Chcę się kompleksowo przebadać – nie tylko pod względem sportowym, bo o to staram się dbać na bieżąco. Jednak dawno już nie odwiedzałam dentysty, okulisty, babski przegląd z prawdziwego zdarzenia też by się przydał. Dlatego 2016 postanawiam poświęcić swojemu zdrowiu, a cele sportowe potraktować rekreacyjnie – jak się uda, to super, jak okaże się, że z różnych względów powinnam zwolnić, to zwolnię. Choć przesuwanie kolejnych granic jest kuszące, to jednak mam świadomość, że nie młodnieję (mimo, że ten ostatni rok pokazał, że da się odmłodnieć o kilkanaście lat bez żadnych operacji ;)). Bliskość kolejnych urodzin nie pozwala mi zapomnieć, że czasy szczytowej formy już dawno minęły, a zauważyłam, że stały kontakt z osobami trenującymi na pełnych obrotach podświadomie wciąga mnie w błędne koło nakręcania się na kolejne „mocniej, dalej, więcej”. Nie to jest jednak dla mnie najważniejsze i choć temperament sportowca mocno czasami próbuje przeciągnąć mnie na tę stronę, to rozsądek i wsparcie rodziny pozwalają mi zachować te zdrowe proporcje.

I właśnie tego chciałabym życzyć sobie i Wam w tym Nowym Roku – zachowania zdrowych proporcji. Odnajdywania radości w małych rzeczach, w drobnych sukcesach, zauważania codziennych cudów, otwarcia się na innych, empatii i asertywności – zarówno w życiu osobistym, sportowym jak i zawodowym. Bądźmy dla siebie życzliwi w każdych okolicznościach, a będzie nam wszystkim żyło się dużo lepiej.

fot. Agnieszka Wanat
fot. Agnieszka Wanat

Kto zrobił już rachunek sumienia i chciałby publicznie zobowiązać się do swoich postanowień? Zapraszam do dzielenia się nimi w komentarzach. Łatwiej jest wtedy wytrwać (sprawdzone info ;)).

Please wait...
Agata Lipiec Opublikowane przez:

Bieganie zmieniło moje życie. Bieganie zmieniło mnie. I to nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim mentalnie. Czuję się silniejsza, bardziej atrakcyjna i pewniejsza siebie. Tę całą drogę i tę, która jeszcze przede mną znajdziesz na tym blogu.