Jak wy to robicie? Czyli 5 sposobów na trening z dzieckiem

Wielokrotnie słyszeliśmy to pytanie: Jak wy to robicie, że mając małe dziecko oboje macie czas na trening? Odpowiedź jest prosta – jak się chce, to zawsze znajdzie się jakiś sposób. Poniżej te, które nam się sprawdziły.

Trochę o tym, jak godzimy pracę, dom, obowiązki rodzicielskie i treningi opowiedzieliśmy w wywiadzie, który przeprowadziła z nami Ola Radomska. Dziś bardziej konkretnie w kilku punktach zbieram najfajniejsze patenty.

1. Trenujemy na zmianę

To chyba najprostsze i najbardziej oczywiste rozwiązanie. Staramy się układać plan treningowy tak, żeby aktywności nam się nie nakładały. Dzięki temu zawsze któreś z nas jest z dzieckiem. I tak np. ja biegam poniedziałek-środa-piątek-niedziela, a Paweł wtorek-czwartek-sobota-niedziela. Nakładająca się niedziela nie jest problemem, bo jest to dzień wolny, więc na spokojnie możemy pobiegać jedno rano lub do południa, a drugie po południu lub wieczorem.

Na urlopie, kiedy pojechaliśmy sami na obóz biegowy (dziękujemy dziadkom za ten wspaniały prezent!) cieszyliśmy się, że nareszcie będziemy mogli pobiegać razem. Okazało się, że to „razem” to tak na rozgrzewkę przez pierwsze 2 km. Potem dla Pawła moje tempo było za wolne i zbyt męczące i leciał swoim do przodu, a ja dreptałam sobie swoje, więc de facto każdy trenował indywidualnie. Jedynym wspólnym biegiem, kiedy trzymaliśmy w mirę równe tempo był zbieg ze Śnieżki, o którym Paweł pisał tutaj.

2. Wózek biegowy

Kiedy dostaliśmy od Thule do przetestowania wózek biegowy wiele rzeczy się uprościło. Okazało się, że nie trzeba czekać do wieczora aż dziecko zaśnie, żeby wyjść na trening, tylko można na niego iść zaraz po powrocie do domu. Zuzanna była zachwycona, że może iść z mamą „na bieganie”. I ja się cieszyłam, że dla niej to atrakcja, a ja nie muszę jej zostawiać.

image

Bieganie z wózkiem okazało się zupełnie innym rodzajem treningu. To przy wózku uświadomiłam sobie jak wiele w bieganiu dają ręce i jak mocno nimi pracuję, choć wcześniej nie zdawałam sobie z tego sprawy. Nie byłam w stanie biec trzymając wózek obiema rękami, chociaż jedna musiała pracować. Nie było to trudne, bo przy wózku jest specjalny pasek, który zahacza się o nadgarstek, dzięki czemu wózek nie ucieknie, mimo to pracowałam tylko jedną ręką, więc co jakiś czas musiałam sobie te ręce zamieniać.

Druga sprawa – biegając z wózkiem lepiej wybierać trasy z długimi prostymi, bo skręcanie nim w trakcie biegu jest dość trudne ze względu na nieskętne koła. Są one takie, dlatego, żeby podczas biegu wózek nie ucziekał nam na boki i był stabilniejszy. Skręcanie wózkiem nie jest to oczywiście jakąś wielką filozofią, ale może wybić z rytmu biegu.

No i to, co najbardziej rozprasza, to 3,5-latek na pokładzie. Idąc na taki trening trzeba pamiętać, by zabrać jej coś do picia/jedzenia/ubrania/zabawy… a i tak mimo pełnego ekwipunku w połowie treningu można usłyszeć „mamo, siku”. Dlatego do biegania z wózkiem i dzieckiem sprawdzały nam się jedynie treningi trwające max godzinę, w wolnym tempie i bez akcentów typu przyspieszenia, czy bieg z narastającą prędkością.

Myślę, że to super rozwiązanie dla rodziców, którzy biegają bez jakiegoś konkretnego planu, dla siebie, dla zdrowia. Choć podziwiam tych, biegających maratony z dzieckiem w wózku. To naprawdę nie lada wyczyn.

3. Rower

W mojej przygodzie z triathlonem na rower miałam najmniej czasu. Dlatego „treningi” na mojej Bisi robiłam niejako mimochodem – jeżdżąc rowerem do pracy, czy zabierając Zuzię na wycieczki. Niestety ona do swojego roweru musi jeszcze trochę dorosnąć, choć kilka prób nauki jazdy podjęła, to na dłuższe wyprawy musimy poczekać do przyszłego roku. Dlatego też fotelik na rower okazał się fantastycznym rozwiązaniem.

Niektórzy podśmiewywali się ze mnie, że na miejskim rowerze będę robić triathon, dla mnie okazało się to dobrym treningiem. No bo kiedy jeździsz rowerem, który wymaga włożenia więcej siły, dla porównywalnego efektu (choć mam świadomość, że nigdy nim nie pojadę tak szybko jak szosówką), a do tego masz jeszcze 15 kg obciążenie, to później jak wsiądziesz na szosę podczas zawodów, to ciśniesz jak nigdy. Trochę jak scena z Rocky’ego, gdzie on trenował w piwnicy na starych workach treningowych, a jego przeciwnik w nowoczesnej siłowni i z pełnym sprzętem. Lubię to bycie Rockym :) I to, że dzięki Zuzi ten trening jest przygodą a nie treningiem.

image

4. Wspólne rozciąganie

To było chyba największe zaskoczenie. Po którymś treningu z wózkiem biegowym, kiedy dotarliśmy przed naszą klatkę i zaczęliśmy się rozciągać, Zuzanna z radością dołączyła i zaczęła ćwiczyć z nami. Miała z tego taką frajdę i była tak podekscytowana, że od tamtego czasu coraz częściej ćwiczę z nią w domu. Włączamy sobie muzykę, wyciągamy matę i moja mała instruktorka pokazuje mi ćwiczenia, jakich nauczyła się w przedszkolu. Nie powiem, niektóre wymagają ode mnie nie lada gibkości. To świetna zabawa i dla mnie i dla niej.

5. Crossfit? Przecież mam dziecko!

Moja ulubiona forma ćwiczeń siłowych, to zabawy z Zuzanną. Tańczenie z nią na rękach wymaga i siły i zwinności. A najlepszy trening siłowy miałam z nią w Bieszczadach. Wchodziłyśmy na górę i przez większość trasy szła dzielnie na swoich nogach. Oczywiście wymagało to ode mnie doskonalenia swoich umiejętności negocjacyjnych, ale ważne, że szła. Bunt zaczął się na ostatnich 200 metrach, kiedy wyszłyśmy na połoninę i zaczęło mocniej wiać. Cóż było robić – wzięłam ją na barana i te ostatnie dwie proste maszerowałam z obciążeniem. Dziecku tak się spodobało, że drogę w dół też przebyłyśmy w ten sposób (oszczędzając jakąś godzinę). Co prawda moje łydki i uda znienawidziły mnie za te atrakcje, ale ja miałam poczucie, że dawno żaden trening tak mi nie dokopał, jak ta wycieczka. I to było super fajne.

bieszczady

W sieci można znaleźć sporo filmików pokazujących jak mamy ćwiczą przy okazji spaceru z dzieckiem, sprzątania, czy wykorzystując swoje pociechy jako naturalne ciężarki (ku uciesze słodkich ciężarków). Uwielbiam to oglądać i nie raz niektóre patenty mocno mnie zaskoczyły.

Jak widzicie, dziecko wcale nie musi być ograniczeniem. Oczywiście, jeśli się ma więcej niż jedno, wyzwanie jest większe, ale przy odrobinie kreatywności i wsparciu partnera, też do ogarnięcia. Wiecie co jest w tym wszystkim najlepsze? Że dla niej sport staje się czymś oczywistym i naturalnym. Do niczego jej nie zmuszamy, a już widać, jak do wszystkiego się rwie. Przebiegła z nami The Color Run, wbiegała z Pawłem na metę półmaratonu w Białymstoku, uwielbia kibicować biegaczom i jest dumna jak przybijają jej piątki na trasie. Jeździ z nami na większość biegów i ma z tych wyjazdów ogromną frajdę. Dla mnie nie ma nic lepszego, niż widzieć jej radość. To daje mi siłę i upewnia, że to co robię dla siebie, jest dobre również dla mojej córki.

image

A jak to wygląda u was? Macie swoje patenty na treningi z dziećmi?


Dziękujemy firmie THULE za udostępnienie wózka biegowego do testów.

Rating: 4.8. From 2 votes.
Please wait...
Agata Lipiec Opublikowane przez:

Bieganie zmieniło moje życie. Bieganie zmieniło mnie. I to nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim mentalnie. Czuję się silniejsza, bardziej atrakcyjna i pewniejsza siebie. Tę całą drogę i tę, która jeszcze przede mną znajdziesz na tym blogu.

  • Oczywiście, że macie. Treningi między 5:00, a 7:30 – tak akurat by się ogarnąć zanim potwory wstaną do życia. Aha… i 100% komunikacji po mieście na własnych nogach. Precz ze spalinopotworami!

    No votes yet.
    Please wait...
    • Agata Lipiec

      Tak, Paweł zaczął ostatnio trochę biegać rano, jak miał krótsze treningi. Ja rano zazwyczaj szykuję nam jedzenie na cały dzień, bo wciąż nie mogę przestawić się to, by robić to wieczorem :)

      No votes yet.
      Please wait...
      • Trzeba by jeść śniadanie na kolacje :)

        No votes yet.
        Please wait...
    • Jeszcze żebym miał prysznice w biurze… To by dawało szansę na ZNACZNE ograniczenie samochodu.

      No votes yet.
      Please wait...
  • Joanna Krzak

    Ostatnio Wojtek mnie pyta : „Mamo, a czemu dziś nie poszłaś biegać, idź pobiegaj :) ” , dzięki Ani zaczęłam uprawiać wspinaczkę, bo marzłam na hali wspinaczkowej gdy ona się wspinała, z Mateuszem latanie na placu zabaw i on najchętniej dotrzymuje mi towarzystwa podczas treningów siłowych, ja robię deskę a on mi siada na plecach – jego ulubione ćwiczenie. Biegam głównie gdy są w szkole, albo gdy już śpią. Także nie mogę narzekać na moje dzieci :D . Myślę, że zawsze znajdzie się jakieś rozwiązanie.

    No votes yet.
    Please wait...
    • Agata Lipiec

      I jak tu nie ćwiczyć, mając tak cudowne dzieciaki :) Oraz, dzięki, bo to upewnia mnie, że przy większej liczbie dzieci też się da :)

      No votes yet.
      Please wait...
      • Joanna Krzak

        ahahah oj da się , da!! Znajomi w grudniu będą mieć 5 dziecko i ona jeździ wszędzie na rowerze, bo inaczej nie wyrobiłaby już niczym :D Powyżej 4 dzieci to już chyba człowiek nie przestaje być na treningu :) Także śmiało , śmiało :D.

        No votes yet.
        Please wait...
  • W.

    Inspirujecie! Bardzo podoba mi się Wasze podejście i Wasze metody! Podziwiam wszystkich rodziców, którzy od najmłodszych lat pokazują dzieciom, że ruch jest taki cudowny. A i dzieci też mają urocze podejście i są motywacją samą w sobie, córeczka mojego przyjaciela, trzylatka, opowiadała mi, że biegła z Tatą na sto kilometrów (dopytałam i było faktycznie 10): ‚tata biegał nogami, a ja biegałam wózkiem i dostałam za to taaaaki wielki medal jak Kamil Stoch za skakanie’ ;)

    No votes yet.
    Please wait...
    • Dzieciaki mają niesamowitą frajdę zarówno z czynnego udziału w biegach jak i z kibicowania. Zresztą, miałem okazję obserwować w sobotę przez Maratonem Warszawskim biegi zorganizowane dla dzieci. Tej radości na ich twarzach nie da się opisać.

      No votes yet.
      Please wait...
  • Wojciech Kołacz

    Chcieć to móc! :) bieganie z joggerem fajna sprawa, nawet Biegnij Warszawo 2013 tak zaliczyłem :) Rodzina to siła! :)

    No votes yet.
    Please wait...
  • emka

    Mam dwójeczkę, jedno przedszkolne (4 lata), drugie od tego roku szkolne (6 lat), biegam w tygodniu ok. godz. 4.30 – do pracy mam na 7… w weekendy jest czas na dłuższe bieganie, także rower z dzieciakami (obydwie już na dwóch kółkach) lub ja rower, one hulajnogi. Kwestia zorganizowania się i zmobilizowania do wstania… a potem dzień jakoś leci :-)
    U mnie nie przeszedłby wózek do biegania – moje dzieci porzuciły wózki niedługo po ukończeniu 2 roku życia, nawet nie wiedziałabym, jak je zmotywować do siedzenia w wózku przez godzinę :-)

    No votes yet.
    Please wait...
    • Jesteś moją bohaterką! 4:30?! Podziwiam, szczerze podziwiam!

      No votes yet.
      Please wait...
  • Muszę przyznać, że jesteście mega zorganizowaną rodziną! Nic, tylko brać przykład1

    No votes yet.
    Please wait...
    • Bierz(cie), bierz(cie) ;)

      No votes yet.
      Please wait...
    • Agata Lipiec

      No właśnie, czekamy ;)

      No votes yet.
      Please wait...