Jak odzyskać figurę na wakacje?

Marzysz o tym, by odzyskać figurę na wakacje, wrócić do sylwetki sprzed kilku lat, kiedy byłaś jeszcze całkiem zgrabną 20-latką? To możliwe, choć droga wiedzie przez hektolitry potu i rewolucję w życiu. Chcesz? Powiem Ci jak mi się udało.

Od stycznia zgubiłam prawie 4 rozmiary – z 44 na 38. Nie przyszło to samo. Ciężko pracowałam, by w tym roku na plaży znów poczuć się atrakcyjnie. I choć figura na wakacje nie była moją główną motywacją, to dziś cieszę się, z tego „skutku ubocznego”. Jak to osiągnęłam?

image

1. Zaczęłam w styczniu, nie pod koniec maja

Często o wakacyjnej sylwetce zaczynamy myśleć kiedy majowe słońce zwiastuje rychłe nadejście cieplejszych dni. Wtedy po raz drugi, po noworocznych postanowieniach, kluby fitness i siłownie zaludniają się. I oczywiście można w 2 miesiące zrzucić sporo kilogramów i poprawić sylwetkę, tyle, że w moim przypadku one bardzo szybko wracały i to ze zdwojoną siłą. Tym razem, kiedy zaczynałam biegać w środku zimy, nie myślałam o wakacjach. Po prostu chciałam schudnąć. Jednocześnie gdzieś z tyłu głowy kołatała mi się myśl, że skoro jestem w stanie wyjść z domu przy -10 stopniach i przebiec 3 czy 5 km, to nie będzie takiej pogody, która zatrzyma mnie w domu.

2. Nie przeszłam na dietę, tylko zmieniłam sposób żywienia

Wizyta u dietetyczki była czymś naturalnym. Nie chciałam korzystać z jednej z tysiąca super diet dostępnych w sieci, bo podobnie jak z siłownią na dwa miesiące przed wakacjami, mają one krótki czas działania i często sieją spustoszenie w naszym organizmie. Kiedy na szali stawiasz swoje zdrowie, lepiej zaufać ekspertom. Dlatego też spotkanie z Justyną, mimo, że pierwsze było bardzo trudne, bo musiałam przyznać się do wszystkich swoich grzechów, było w moim odczuciu jedną z mądrzejszych decyzji. Nie do końca byłam jednak świadoma jej konsekwencji. Okazało się, że muszę zapomnieć o wszystkim, czego przez całe życie uczyłam się o gotowaniu i zacząć od nowa.

Początki były bardzo trudne. Po tygodniu chciałam to wszystko rzucić w cholerę. W drugim tygodniu było już lepiej, bo wiedziałam co mnie czeka. Po miesiącu te dania zaczęły nawet smakować. Po kwartale wiedziałam już mniej więcej czego, kiedy i ile mam jeść, a ostatnie przedwakacyjne menu po raz pierwszy w 100% mi odpowiadało. Mało tego – miałam poczucie, że są w nim same rzeczy które uwielbiam. Czyli da się jeść to, co się lubi, zdrowo, kolorowo i na dodatek od tego chudnąć!

Niby zdrowe a pyszne :)
Niby zdrowe a pyszne :)

3. Cieszyłam się z małych sukcesów, ale nie spoczywałam na laurach

Fajnie jest kiedy widać rezultaty. Każdy kg spalonego tłuszczu był ogromnym powodem do dumy i radością. W sumie od początku lutego do połowy lipca spaliłam 8 kg tłuszczu, a moja waga zeszła z 86 do 75 kg. Wiek metaboliczny z 48(!) do 32 lat.

Pierwszy wynik - z 6 lutego, drugi z połowy lipca.
Pierwszy wynik – z 6 lutego, drugi z połowy lipca.

Każda kontrola u dietetyczki była jednocześnie radością i zawodem. Dziwne? Już tłumaczę. Radość związana była z widocznymi efektami. Kilogramy spadały powoli ale systematycznie. Najbardziej cieszył ten spalony tłuszcz. Skąd zatem zawód? Otóż patrząc na to, jak zmieniało się moje ciało, jak kolejne ubrania stawały się luźniejsze i luźniejsze miałam wrażenie, że gubię tych kilogramów o wiele więcej, niż w rzeczywistości pokazywała waga. To dzięki temu nie przestałam, nie osiadłam na laurach, choć przyznaję, że nie raz mnie korciło. „Już przecież jest ok, już więcej nie musisz”, ale gdzieś z tyłu głowy myślałam sobie, że to strasznie słabe, tak się poddać w połowie drogi, że szkoda tej dotychczasowej pracy by nagle odpuścić.

4. Zmieniałam cele. Ciągle je zmieniam.

Utrata wagi jest łatwiejsza gdy połączy się ją z aktywnością sportową. Justyna nie raz potwierdzała, że najłatwiej połączyć dietę z bieganiem, bo podczas długiego (powyżej 50 min. – 1,5 godz.) marszobiegu, czy truchtu, spalamy najwięcej tłuszczu. Jednak nie każdy musi biegać, ważne, żeby znaleźć sobie taką aktywność, w jakiej będziemy się czuć dobrze – może to być bieganie a może być zumba, basen, rower, fitness – cokolwiek, byle systematycznie.

Ja wybrałam bieganie wspierane raz w tygodniu basenem dla relaksu. Pierwszym moim celem było by schudnąć. Potem biegałam, by być w stanie przebiec pierwszą 5-tkę, później 10-chę. W międzyczasie pojawił się triathlon – wtedy już nie myślałam o chudnięciu, bo przy takiej intensywności treningów wydawało się to niemożliwe – musiałam jeść więcej by mieć siłę. Tłuszcz jednak spalał się jakby mimochodem. Teraz przede mną kolejny cel – półmaraton w Krakowie. Taka różnorodność pozwala mi wytrwać i nie znudzić się po krótkim czasie, a realizacja kolejnych celów jest przyjemna i niesie ze sobą poczucie spełnienia i dobrze przepracowanego czasu, za który mogę się nagradzać.

5. Patrzę na innych, którym się udaje

Moje 10 kg to pikuś, choć zrzucenie ich obarczone było ciężką pracą, a do całkowitej realizacji mojego celu jeszcze trochę mi zostało. Jednak są osoby, które przeszły dużo trudniejszą drogę. Pierwszym, który udowodnił mi, że „nie ma nie da się” był Edwin (zabijgrubasa.pl). To jedyna osoba, którą znałam przed i po. To przez niego zaczęło mi kiełkować w głowie, że skoro on mógł tyle schudnąć, to i ja dam radę. Drugą osobą, która pojawiła się w gronie znajomych w trakcie swojej drogi do szczupłej sylwetki jest Ania (gadzetykobiety.pl). Bardzo mocno jej kibicuję, bo wykonała już tytaniczną pracę (do tej pory zrzuciła 50 kg), a do osiągnięcia celu zostało jej już tak niewiele. Jest jeszcze Magda (mypinkplum.pl), Ewa (Red Lipstick Monster) czy ludzie, których poznałam dzięki bieganiu – Ania (aniazmienia.pl) i Łukasz (runeat.pl). Ich historie pokazują, że chcieć to móc. Że najtrudniej wyjść z marazmu i podjąć decyzję. Zrobić pierwszy krok. Później już wystarczy tylko wytrwać i ciężko pracować, a na efekty nie trzeba będzie długo czekać.

Koniec wymówek

Chcesz wrócić do swojej figury sprzed lat? A może chcesz wreszcie mieć figurę o jakiej marzyłaś całe życie? Przestań więc szukać wymówek i obwiniać cały świat, że nie wyglądasz tak, jak byś chciała i weź się do pracy. Tak, to trudne. Tak, będą chwile zwątpienia. Ale po drodze wydarzą się rzeczy, które zmienią nie tylko Twoją sylwetkę, ale przede wszystkim uczynią cię szczęśliwszym i pewniejszym siebie człowiekiem. Mówię Ci, warto!

fot. Sara Ferreira
fot. Sara Ferreira
Rating: 5.0. From 2 votes.
Please wait...
Agata Lipiec Opublikowane przez:

Bieganie zmieniło moje życie. Bieganie zmieniło mnie. I to nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim mentalnie. Czuję się silniejsza, bardziej atrakcyjna i pewniejsza siebie. Tę całą drogę i tę, która jeszcze przede mną znajdziesz na tym blogu.

  • super Agata! naprawdę miło czytać o Twoich sukcesach :)

    No votes yet.
    Please wait...
    • Agata Lipiec

      Dzięki! O Twoich też, fajnie, że zaprzyjaźniłaś się z dietetyczką :)

      No votes yet.
      Please wait...
  • Hej Agata,
    Całkiem niedawno trafiłam na Waszego bloga i tak zaglądam i czytam wpisy :) Po pierwsze – gratuluję, bo wyglądasz świetnie, a wyniki są imponujące. Ja właśnie jestem w trakcie zmiany diety (z tym akurat idzie całkiem-całkiem) i staram się regularnie ćwiczyć (tutaj dopiero nabieram systematyczności). I tak naprawdę muszę się pozbyć około 5 kg i jest mi wręcz wstyd, że jakoś mi to nie chce wyjść. Ale czytając takie wpisy czuję się bardzo zmotywowana. Bo najważniejsze, żeby czuć się dobrze w swojej skórze – najładniejsza sukienka nie da tyle pewności co silne, zdrowe ciało :)
    Mam do Ciebie pytanie – czy ten wynik (wydruki z lutego i lipca) robiłaś może u dietetyczki? Jeśli tak, to czy możesz napisać o jaką „maszynę” pytać umawiając się na wizytę? Do tej pory moim jedynym odniesieniem był test coopera, gdzie w tabelce sprawdzam sobie wyniki dla mojego wieku.

    No votes yet.
    Please wait...
    • Agata Lipiec

      Witaj w naszych progach :) Bardzo się cieszę, że do nas trafiłaś i trzymam kciuki za regularność. Jeśli chodzi o wydruk to tak, jest to wydruk z wagi u dietetyczki. To waga, która bada skład ciała. Z tego co kojarzę robią się coraz popularniejsze i oprócz gabinetów dietetyka można je znaleźć też w siłowniach.

      No votes yet.
      Please wait...