Dziewczyny na trasy (biegowe)!

Nigdy nie miałem większych problemów z samooceną. Jasne, że w okresie dojrzewania, jak każdy, zauważałem mniej lub bardziej istotne niedoskonałości. Jednak był to okres kiedy bardzo intensywnie trenowałem, więc ani na sylwetkę ani na kondycję narzekać nie mogłem. Duża też w tym zasługa rodziców, którzy nigdy nie podkopywali mojej pewności siebie a wręcz przeciwnie – pielęgnowali ją (czasem do przesady). Dlatego gdy zaczynałem biegać nie miałem problemu z tym jak ktoś będzie na mnie patrzył i czy będzie mnie oceniał czy nie. Zdaje sobie jednak sprawę z tego, że dla rzeszy osób kompleksy są poważnym hamulcem i często powstrzymują przed rozpoczęciem w ogóle treningów.

Na początek pozwolę sobie na pewną przypowieść z życia, która pozornie nie ma żadnego związku z bieganiem… a jednak!

Aby wczuć się w klimat wykonamy małą podróż w czasie. Cofniemy się o jakieś 16 lat do czasów kiedy to sam miałem te 16-17 lat. To były piękne czasy… Ale, ale… Koniec szkoły podstawowej (w wymiarze 8-letnim) to okres kiedy bardziej niż wcześniej zaczynaliśmy zwracać uwagę na silnie zarysowującą się hierarchię w społeczności podwórkowo-szkolnej. I tak, była grupa najbardziej „przebojowego” towarzystwa, które niespecjalnie interesowało się nauką ani zasadami jakie usiłowali nam wpoić dorośli. Słowem ani nauką nie przejmowali się za bardzo ani zasady tzw. dobrego wychowania specjalnie ich nie fascynowały. Była liczna grupa tzw. „middle-class” a wśród nich również Ci aspirujący do tej przebojowej części. No i wreszcie były te „ciche myszki”, które towarzysko były najmniej widoczne.

Oczywiście ilość żartów i docinków ze strony tej najpopularniejszej części była tym większa im niżej umieścili Cię na swojej drabince. Skracając nieco tą nudną opowieść… Do dziś jestem wdzięczny mojemu ojcu, który w odpowiednim momencie wyłapał jak ten system działa i wtedy kiedy wchodziłem w wiek „akceptacja środowiska jest najważniejsza” powiedział coś, co teraz tłumaczę jako jego wersję „Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni„. To nie był jakiś przełomowy moment czy jedna z tych Ważnych Życiowych Rozmów. Po prostu któregoś dnia wchodząc ze mną do domu rzucił coś w stylu „zobaczysz gdzie oni będą za 10 lat a gdzie będziesz ty”.

Do tej pory siedzi mi to w głowie i zawsze staram się o tym pamiętać. Dzięki temu podchodzę do życia jak do wielkiej inwestycji. Wierzę, że to co robię dzisiaj będzie miało wpływ na to kim będę jutro.

A teraz do rzeczy :)

Przeczytałem u Maji taki tekst – Dziewczyno, ręka w górę! – gdzie świetnie zdiagnozowała problem początkujących biegaczek:

Jednak jest coś, co łączy dziewczyny, które jednak odpuszczają. To coś to kompleksy i wstyd. Z nimi trudno negocjować na płytkim poziomie towarzyskiej rozmowy, bo ich przyczyny pewnie są ukryte głębiej. Dziewczyny, mówią, że chciałyby zacząć biegać, ale:

  • wstydzą się, bo są grube
  • wstydzą się tego, że są spocone
  • wstydzą się tego, że sapią
  • jest im głupio przed innymi biegaczami, że powoli biegną
  • wydaje im się, że inni się z nich śmieją
  • wydaje im się, że są godni pożałowania dla doświadczonych biegaczy

Moje drogie Panie, otóż trzeba sobie odpowiedzieć a jedno zajebiście ważne pytanie: Gdzie chcesz być za rok? Aby Wam to ułatwić, spróbowałem rozprawić się z tymi najczęstszymi wymówkami, których używacie aby jednak nie biegać ;). Mam nadzieję, że tym Was przekonam.

wstydzą się, bo są grube

Dziewczyny jak Was znam to większość nie ma nawet nadwagi, którą dałoby się zaobserwować, a i tak będzie twierdzić, że jest „gruba”, więc dajcie spokój z tą kokieterią i idziemy biegać! ;)

Natomiast jeśli Ty jesteś „naprawdę gruba” to masz dwa wyjścia: zostać w domu i za rok nadal mieć swoją nadwagę i złe nawyki albo ruszyć się na pierwszy trening i za rok mieć świetną sylwetkę. Czas i tak mnie a tylko od Ciebie zależy gdzie będziesz za miesiąc, pół roku, rok…

Jeszcze jedna sprawa! Otyłość nie jest powodem do wstydu – to nie jest nic czego należy się wstydzić. Co innego lenistwo i utrzymywanie tego niezdrowego stanu! Wstydzić powinnaś się tylko tego, że nie próbujesz zmieniać tego stanu. Jeśli natomiast podejmujesz wyzwanie dokonania jakiejś zmiany to nie ma powodu do wstydu. Jeśli wstałaś i podjęłaś się zmiany swojego życia na lepsze to nie ma czego się wstydzić. Wstydem jest nie podjąć walki, wiec wstawaj!

wstydzą się tego, że są spocone

Zdradzę Wam pewną tajemnicę: wszyscy się pocą w trakcie treningu. Wychodzimy na trening a nie na wybieg. To jest bieganie a nie modeling. Zasadę, która tu panuje świetnie ilustruje poniższy demotywator:

swinia

I uwierzcie mi na słowo: nic nie wzbudza większego szacunku w oczach faceta niż kobieta, która przesuwa swoje granice wytrzymałości wychodząc na kolejny trening, mimo że wie, że wróci z niego ledwie żywa. Goddamn it! To już nawet nie jest kwestia płci – każdy człowiek, który podejmuje walkę ze sobą samym zasługuje na szacunek!

wstydzą się tego, że sapią

Skoro sapanie Ci przeszkadza mam jedną radę: nie sapać ;). A na poważnie – każdy uczy się oddychać w trakcie biegu, utrzymywać odpowiednie tempo, wyczuwać jak długo może pobiec w taką czy inną prędkością itd. Ja kończąc swoje treningi interwałowe, które polegają na przemiennym bieganiu odcinków bardzo szybkich i wolnych, jestem tak zasapany, że szkoda gadać. Ale uważam, że to powód do dumy a nie wstydu. Skoro sapiesz to znaczy, że to był dobry trening! Przyłożyłaś się! Nie po to idziesz na trening, żeby odpoczywać, ale żeby zasuwać. Inaczej nie ma efektów, a Ty przecież chcesz mieć efekty!

jest im głupio przed innymi biegaczami, że powoli biegną

Każdy kto biega dłużej niż miesiąc doskonale zdaje sobie sprawę, że dobry plan treningowy obejmuje bardzo różne rodzaje treningów. Podbiegi, dłuższe wybiegania ale również interwały czy marszobiegi, że o bieganiu w określonych zakresach nie wspomnę. Czasem to wymaga szybkiego sprintu a czasem truchtania w tempie marszu.

Podczas ostatniego treningu na mojej trasie biegł inny biegacz. Na odcinku 5-6 km mijałem go co najmniej z pięć razy. Mój trening polegał na szybkim biegu przez kilometr a później 200-tu metrowym truchcie na wyrównanie oddechu i „odpoczynek”. Z perspektywy tego mijanego biegacza mogło to być odebrane albo jako trening interwałowy, ale jeśli nie miał wiedzy o rodzajach treningu to zapewne pomyślał, że jestem skończonym idiotą. Przecież nikt rozsądny nie ładuje ile wejdzie żeby po kilometrze z braku tchu przejść do marszu tylko po to żeby za chwilę zrobić to samo. Idiotyzm… a może jednak nie?

Zatem możecie wierzyć lub nie, ale żaden doświadczony biegacz nie będzie się z Was śmiał bo, po pierwsze sam pamięta jak zaczynał, a po wtóre nigdy nie wiadomo, czy właśnie zaczynasz biegać czy akurat wypadł Ci wolniejszy (może regeneracyjny) bieg.

wydaje im się, że inni się z nich śmieją

A z czego tu się śmiać? Biegacze na pewno śmiać się nie będą, bo sami biegają. Ci co nie biegają, nie mają prawa się z Ciebie śmiać – Ty biegasz, oni siedzą na dupie. To kto tu z kogo może się śmiać? Ty wygrywasz a oni właśnie przegrywają. Serio w tej sytuacji są dwa rodzaje ludzi: Ci, którzy uprawiają sport i reszta. Nie ma mowy aby ci z pierwszej grupy się z Ciebie nabijali. Ci z drugiej już z Tobą przegrali. Koniec tematu.

wydaje im się, że są godni pożałowania dla doświadczonych biegaczy

No nie! Nic bardziej mylnego! Jest wręcz odwrotnie. Z kilkom osobami na ten temat rozmawiałem w ostatnim czasie i zgodziliśmy się co do jednego: większy podziw budzi ktoś kto pokonuje swoją pierwszą w życiu piątkę czy dychę, niż zawodnik poprawiający życiówkę po raz kolejny w tym sezonie. Ten pierwszy raz wymaga więcej siły, samozaparcia i woli walki niż późniejsze biegi. Tylko ten pierwszy raz jest pewnym przełamaniem i zmianą jakiej dokonujesz w sobie. Tylko za pierwszym razem przesuwasz swoje granice – zarówno te fizyczne jak i te psychiczne. Tylko po pierwszym razie zmieniasz postrzeganie samej siebie! Pierwszy raz zawsze jest wielkim wyczynem.

Naprawdę nic nie budzi większego szacunku w oczach biegacza niż osoby zaczynające swoją przygodę z tym sportem.

Czas i tak minie. Gdzie chcesz być za rok?

Czekam a Wasze odpowiedzi w komentarzach!

Zdjęcie główne to dziewczyna, która ukończyła Color Run – najbardziej pozytywny bieg na świecie. Autor zdjęcia: The Pug Father

No votes yet.
Please wait...
Paweł Lipiec Opublikowane przez:

Kiedyś dość intensywnie trenowałem Kung-fu, jednak po dość długiej przerwie trudno było wrócić do treningów. Początkowo bieganie miało być drogą powrotną do sztuk walki, ale już po kilku miesiącach spodobało mi się tak bardzo, że nie zamierzam z biegania rezygnować.