Co po maratonie?

Wiele osób pytało mnie jeszcze przed Maratonem Warszawskim, co później? Jakie plany po tym kluczowym starcie i zakończeniu programu „Biegaj na zdrowie z PZU„? Nie chciałem na te pytania odpowiadać zawczasu, choć tu i ówdzie wspominałem, że na jednym maratonie życie się nie kończy i jest wiele możliwości. Nie chciałem jednoznacznie deklarować planów na przyszłość przed zderzeniem moich pomysłów z opinią trenera. Tymczasem od maratonu minął już miesiąc. Przez ten miesiąc niewiele biegałem i niewiele trenowałem, a odpowiedź na wspomniane pytanie kilka razy zdążyła się zmienić. A więc co po maratonie, pytacie?

Po maratonie

Jeszcze przed startem przeczytałem chyba wszystkie poradniki dla debiutantów. W efekcie poprosiłem o wolny poniedziałek po starcie, co było dobrą decyzją, bo dało chwilę na spokojny odpoczynek. Sam maraton wcale nie wymęczył mnie tak, jak tego oczekiwałem a obraz totalnego wyniszczenia organizmu jaki zarysowali znajomi pozostał jakąś abstrakcyjną wizją. Zapewne niemały wpływ na to miał fakt, że mój maraton miał jedynie 32 kilometry (por. Mój pierwszy maraton – ten na 32 kilometry). Nie zmienia to faktu, że przez ponad tydzień (może nawet blisko 2 tygodnie) miałem wrażenie… spustoszenia organizmu – to chyba najlepsze określenie. Czułem się jakby ktoś wyssał ze mnie wnętrzności i wytworzyło się lekkie podciśnienie. Czułem się totalnie pusty wewnątrz. Apetyt dopisywał. Zamiast jeść mało i często, jak do tej pory, jadłem dużo i często. Co nie specjalnie dawało jakiś efekt, bo średnio po godzinie, czasem dwóch, od skończenia posiłku znowu czułem głód. Te 42,5 km (tyle mniej więcej przebiegłem na trasie maratonu) kosztowały mnie zrzucenie blisko 4 kg (i nie, nie była to tylko woda). Waga zaczęła wracać do normy dopiero po tygodniu totalnego obżarstwa.

Już kilka dni po starcie podjąłem decyzję, że chcę pobiec w 3 Biegu Runbertów. Mam do tego biegu sentyment, ponieważ to właśnie tam (rok temu) debiutowałem. Wtedy był to mój pierwszy oficjalny start (na 5 km). Uznałem, że ta piątka to dobry dystans na rozruch po maratonie. Zwłaszcza, że to bardzo fajny, kameralny bieg, który chciałem pobiec na luzie, na spokojnie. Bieg niby kameralny, ale jakimś sposobem (może tu się łatwiej odnaleźć niż na wielkich imprezach biegowych) w tym roku nadspodziewanie wielu czytelników brało w nim udział. Wnioskuję po ilości osób, które podeszły przybić piątkę, bo „znam cię z bloga”. W każdym razie ten spokojny start, „na rozruch” skończył się czasem 20 sekund powyżej życiówki. Nie wiem czemu poleciałem tak szybko. Jakoś tak, dobrze się biegło… I się dobiegło – za szybko.

Czułem po tym biegu, że dałem popalić nogom. Dałem popalić i zrobiłem to zdecydowanie za szybko po maratonie. Było oczywiste, że nie zdążyłem jeszcze dobrze wypocząć, o regeneracji nie wspominając. Ta piątka dała mi trochę we znaki, ale nie odczuwałem żadnego bólu, poza zwykłym zmęczeniem. Było na tyle dobrze, że uznałem, iż spokojnie mogę wystartować w Biegnij Warszawo. Marysia z mamy gadżety chciała debiutować w tym biegu, ale trochę się bała dystansu. Obiecałem poprowadzić ją na wymarzony czas. Dla mnie oznaczało to 10 km w tempie rozgrzewki, więc uznałem, że to nie może mi zaszkodzić. Wszak, to tylko dyszka, i to wolno. Udało się – dobiegliśmy urywając ponad minutę z planowanego 01:05:00.

Myślę, że oba te starty i odpuszczenie w ostatnich tygodniach ćwiczeń wzmacniających dało się we znaki. Pojawiły się problemy z łydkami, ścięgnami… w sumie z całymi pasmami w obu nogach. Po wizycie u fizjoterapeutki już wiedziałem, że start w 2. PZU Cracovia Półmaratonie to ryzyko. Ryzyko które postanowiłem podjąć. Dla mnie ten start skończył się walką ze skurczami od 15 km, choć już wcześniej wiedziałem, że nie będzie dobrego wyniku. Już na 5 km powiedziałem Edwinowi, który biegł ze mną, żeby leciał swoje, bo ja raczej już nie przyspieszę. Jak się okazało, miałem rację. Później już tylko zwalniałem, a ostatnie kilometry to była walka gorsza niż na maratonie. Agata minęła mnie gdy zegarek pokazywał jakieś 15,5 km i dobiegła w świetnym czasie. Ja niestety doczłpałem się w mocno ponad 2h.

Po rozmowie z trenerem

Tak, miałem taki ambitny pomysł, że do końca 2016 roku zacznę już robić długie biegi (ponad dystans maratonu) choćby na treningach. Myślałem też nieśmiało o Rzeźniczku, a nawet kiedyś zadeklarowałem publicznie, że postaram się go pobiec. Rzeczywistość zweryfikowała te plany i oba pomysły muszą poczekać jeszcze co najmniej rok (a być może nawet i dwa lata).

Dlaczego odsuwam w czasie coś, o czym marzyłem? Dlatego, że nie chcę „przetrwać” Rzeźniczka, a go pokonać. Po maratonie powiedziałem, że bieg ukończyłem, ale nie pokonałem. Nie chcę w takim samym stylu, (słabym w moim odczuciu), debiutować w biegu, który jest dla mnie pewnym „krokiem milowym” w moim bieganiu. Chcę to zrobić jak należy, tak żeby zrealizować w takim starcie choćby swoje plany minimum.

Jestem już po rozmowie z trenerem i wiem co mnie czeka w najbliższych latach. Czas odkryć karty! Do końca roku muszę… przetrwać Półmaraton w Kościanie (jednak robimy tę koronę, bo w przyszłym roku nie będzie na to szansy), oraz zaplanować duuuuużo treningów bez biegania. Czeka mnie siłownia, ćwiczenia wzmacniające nogi, grzbiet i brzuch. Dopiero w drugiej połowie grudnia wracam do biegania! Tak, mam spory problem psychiczny z tym startem w Kościanie, ale jednak postanowiłem powalczyć do końca, bo jeśli teraz odpuszczę ostatni bieg z korony, to za kilka miesięcy będę tego żałował.

Z tym powrotem do biegania jeszcze w tym roku, zimą, to też nie będzie tak różowo. Grzesiek już obiecał, że zimę muszę mocno przepracować. W tym roku to oznacza najgorsze i najbardziej znienawidzone przeze mnie treningi, czyli bieganie wolno, w niskich zakresach. Trudno, jak trzeba, to trzeba. Prawda jest taka, że najważniejsze w bieganiu są te treningi, których nie widać na Endomondo. I to właśnie muszę nadrobić w najbliższym czasie.

Dlaczego nie chciałem wcześniej mówić jaki mam plan na najbliższy sezon? Dlatego, że czułem, że Grzesiek może mi go wywrócić do góry nogami. No i stało się. Żeby była jasność – ja się cieszę z tego pokrzyżowania planów. Cieszę się, że Rzeźniczek i dystanse ~50 km muszą jeszcze poczekać. Cieszę się, że nie zrobię sobie krzywdy. Mam duże zaufanie do gościa, który potrafił sprawić, że ja, leniwiec kanapowy, pokonałem maraton. To nie lada wyczyn Grzesiek! Cieszę, się będę miał okazję doszlifować formę na królewskim dystansie i przy odrobinie szczęścia, na koniec przyszłego roku powalczyć o „dobry” czas.

Plany, plany, plany, czyli po maratonie czas na maraton(y)!

Zaplanowaliśmy na 2016 rok 2 starty w maratonie. Grzegorz planując mój terminarz starów spytał czy mam jakieś preferencje, jakieś wymarzone maratony? Dla mnie nie miało znaczenia gdzie pobiegnę, ponieważ wolę się w tej kwestii zdać na opinie trenera. Żeby oddać się w ręce specjalisty takiego jak On, muszę mu ufać w 100%. Do Grzegorza takie zaufanie mam, więc uznałem, że będzie lepiej jeśli to on, a nie ja podejmie tę decyzję. Jeśli wydawało mi się, że taką odpowiedzią (z serii „Ty zdecyduj”) uproszczę sobie planowanie najbliższego sezonu, to grubo się pomyliłem. Grzesiek miał już przygotowane pytanie pomocnicze (takie ono pomocnicze, jak z kangura torba podróżnicza): – A chcesz robić Koronę Maratonów Polskich? I Ciągnie dalej: – Wiesz, w sumie jak masz zrobiony Warszawski to wystarczy w 2016 roku zrobić 2 maratony i kolejne 2 w 2017 do września i masz Koronę Maratonów Polskich!

Po tym pytaniu wyglądałem pewnie tak:

Albo tak:

Powiem szczerze: nawet o tym nie marzyłem. W ogóle mi to przez głowę nie przeszło! No gdzie ja się będę porywał na Koronę, jak ledwo przeżyłem swój pierwszy start maratoński i wiem, że mam jeszcze tyyyyyyyleeeee do poprawienia na tym dystansie. Dałem się przekonać, żeby powalczyć o te 5 maratonów w 24 miesiące, ponieważ tak czy inaczej w 2016 czekają mnie dwa starty na tym dystansie. W tej sytuacji dlaczego nie zaplanować 2 kolejnych na kolejny rok?

Zatem, przynajmniej na razie, skupiam się na maratonie. Przyjdzie czas na wymarzone wydłużanie dystansu, biegi górskie czy ultra. W najbliższych latach kluczowe starty to te, na królewskim dystansie. Zwłaszcza, że debiut nie był wcale powalający i jest nad czym pracować.

Plan na najbliższy rok to Kraków i Poznań! Tak więc w maju znowu (por. Najpiękniejsze zakończenie sezonu ever – 2. PZU Cracovia Półmaraton Królewski) odwiedzamy Kraków, a Poznań w październiku. Oba te miasta bardzo lubię i już się cieszę, że to właśnie tam będę biegł swoje kluczowe starty w 2016 roku!

Cały cykl treningowy jest i będzie podporządkowany tym startom maratońskim. Wszystkie inne biegi schodzą na dalszy plan. Zobaczymy, co przyniesie nowy sezon.

PS tak, z powyższego można wywnioskować, że w 2017 planuję startować we Wrocławiu i… Dębnie. To będzie piękny rok!

No votes yet.
Please wait...
Paweł Lipiec Opublikowane przez:

Kiedyś dość intensywnie trenowałem Kung-fu, jednak po dość długiej przerwie trudno było wrócić do treningów. Początkowo bieganie miało być drogą powrotną do sztuk walki, ale już po kilku miesiącach spodobało mi się tak bardzo, że nie zamierzam z biegania rezygnować.

  • Joanna Krzak

    Mam nadzieję, że do zobaczenia w maju, że się to uda! Że ja się też na starcie i mecie pojawię. Choć u mnie to bardziej jako marzenie, ale kto to wie, kto to wie. Kilka się już mi spełniło, więc czemu nie to. :) I pamiętaj, że też nie ma co szaleć, lepiej coś odłożyć w czasie niż nie móc nigdy więcej :)

    No votes yet.
    Please wait...
    • Mój pierwszy maraton też BARDZO długo był jedynie marzeniem. Ba, powiedziałbym, że był marzeniem, w które uwierzyłem dopiero na kilka dni przed startem. Więc nie poddawaj się, trenuj i wierzę, że w maju się spotkamy! Dasz radę! :)

      No votes yet.
      Please wait...
      • Joanna Krzak

        Szczerze wierzę ! Serio. Mam rozpisany trening i wiem, że to mega dużo pracy. Żeby się nie poddać i regularnie jedna latać po tym parku ;) , ale gdy dwa miesiące temu wracałam do biegania, nie sądziłam, że dziś będzie tak dobrze. Może dlatego tu się tak ciągle produkuje u was w komentarzach, żeby jednak trzymać fason ;) , bo bardzo mnie to motywuje. Damy radę ;)

        No votes yet.
        Please wait...
  • GadzetyKobiety

    WOW. No co ja mogę więcej… WOW.

    No votes yet.
    Please wait...
    • Tu na razie nie ma co WOWać, tylko trzeba kciuki trzymać, żeby to się udało zrealizować ;-)

      No votes yet.
      Please wait...
      • Tu kciuki nie pomogą. Tu trzeba masę kilometrów pokonać i gigantyczną pracę zrobić.

        No votes yet.
        Please wait...
        • O to to już się sam osobiście postaram zatroszczyć ;-)

          No votes yet.
          Please wait...
  • Hmm Korona Maratonów powiadasz… Ja nie odpuszczę Lubelskiego i póki nie będę w stanie przebiec dwóch maratonów na wiosnę, nici z Korony.

    No votes yet.
    Please wait...
    • Mi Grzegorz powiedział, że tak czy inaczej czekają mnie 2 maratony w najbliższym orku, więc w sumie możemy je zaplanować „pod Koronę”. W tej sytuacji stwierdziłem, że skoro tak czy inaczej mam polecieć dwa to można zrobić te 2 z korony :)

      No votes yet.
      Please wait...
  • Powodzenia :)
    Dobrze,że nie będziesz „tłukł” dystansów maratońskich na treningach – nie o to chodzi, ale pewnie Grzesiek Ci wyjaśnił. Choć są różne szkoły.
    I fajnie, że chcesz dobrze pobiec swoje biegi, a nie tylko przetrwać.

    A co to za spory problem psychiczny z Kościanem?

    No votes yet.
    Please wait...
    • Z Kościanem problem jest taki, że… w sumie biegnę go głównie po to by dopiąć Koronę. A po starcie w Krakowie już wiem, że to nie będzie „dobry” bieg. Nie ma szans, żebym zdążył nadrobić to co mnie poskładało na Cracovii. Zapewne będę go robił „Danielsem” i mam z tym trochę taki zgrzyt, że ta korona będzie zrobiona nie w takim stylu jak sobie wymyśliłem.

      No votes yet.
      Please wait...