Chodzenie po górach jest nudne!

Dzisiaj miał być dzień regeneracji. To znaczy, że nie ma zaplanowanego żadnego treningu i można (a nawet trzeba) odpoczywać. W związku z tym postanowiliśmy z Agatą wybrać się na Śnieżkę. Dzięki temu ten dzień był dniem wielu zmian w myśleniu. Czuję, że mam mózg wywleczony na lewą stronę.

Paweł w biegu

Po pierwsze: ja nigdy nie byłem fanem gór

Kiedy przychodziło do planowania urlopu czy innych wyjazdów wakacyjnych zawsze byłem zwolennikiem opcji „morze lub las i jezioro”. Wyjazd w góry oznacza, że jedyną (a przynajmniej główną) atrakcją będzie „łażenie po górach”. Idziesz pod górę, męczysz się, czas się wlecze, Ty się wleczesz, bo przecież nie da się iść pod górę szybko… Jak już dotrzesz na górę, popatrzysz na te widoczki (nigdy mnie to nie porywało) i w sumie trzeba wracać. Schodzenie w dół nie jest ani przyjemniejsze, ani szybsze, ani… no znowuż – żadna to atrakcja!

Widok ze Śnieżki

Może to kwestia wieku czy innej dojrzałości emocjonalnej ale… JAKIE TE NASZE GÓRY SĄ PIĘKNE! Serio! Wchodziliśmy i na każdym kroku się zachwycałem. To jest tak cudownie odświeżające doświadczenie, że trudno mi to opisać. Żadne zdjęcia nie oddadzą ani magii gór, ani zapachów drzew, ani radości z samego chodzenia po górach.

Może to po trosze też kwestia tego, że teraz nie patrzę na to jak na nudną, męczącą aktywność, a jak na potencjalnie ciekawe doświadczenie. Doświadczenie, którego nie postrzegam jak „męczące” tylko jako „ciekawe uzupełnienie treningu”. No i na pewno nie padam, jak kiedyś po kilkuset metrach podchodzenia pod górę. To też może mieć pewne znaczenie ;).

W każdym razie kiedy Agata rzuciła pomysł, że może by tak na Śnieżkę, to stwierdziłem, że ja pewnie nie dam rady, ale jak się nie zgodzę, to przecież będzie mi truła przez miesiąc. To poszliśmy. Poszliśmy i okazało się, że bez większego problemu weszliśmy na szczyt. Co prawda na ostatnim (najbardziej stromym) kilometrze podejścia wiało niemiłosiernie, a do tego mżył lekki deszczyk, ale daliśmy radę.

Po drugie: na szczycie zrozumiałem, że trzeba być szaleńcem, żeby biegać po górach

Śnieżka zdobyta

Weszliśmy na Śnieżkę. To nie jest wybitnie wysoka góra, a my nie szliśmy najtrudniejszym szlakiem. Na samej górze usiadłem i poczułem, że jednak trochę jestem zmęczony. Może nie tak, jak po półmaratonie, ale nogi czułem. I wtedy sobie pomyślałem, że chodzenie po górach jest spoko, ale bieganie? Przecież mam masę znajomych, który biegają po górach i to bardzo różne dystanse — od Rzeźniczka (27 km) po jakieś szalone ultra (110 czy 150–160 km). Nasze podejście miało (w zależności od urządzenia mierzącego) 10,5—11,5 km. To jest jednak zdecydowanie mniejszy dystans niż taki Rzeźnik, na którym trzeba przebiec 8 razy więcej. Przebiec. Nie przejść… No przecież trzeba mieć nie po kolei w głowie żeby biegać po górach (i to takie dystanse)! To nie jest normalne! Trzeba być cyborgiem. Normalny człowiek nie biega po górach!

Zrzut ekranu 2015-07-28 20.59.44

Po trzecie: zejście czyli zbieg

Zaczęliśmy schodzić i w sumie… zgodziliśmy się, że ten najbardziej strony kilometr łatwiej będzie zbiec niż zejść. Do tego nadal wiało mocno i lekko mżyło, więc zgodziliśmy się, że im szybciej pokonamy tą najwyższą część gdzie warunki były najmniej sprzyjające tym lepiej. Zbiegliśmy i… Agata stwierdziła, że w sumie to było tak fajnie, że możemy biec dalej.

— Dasz radę?
— No spoko!

No i polecieliśmy.

My w drodze na szczyt

W tym miejscu chciałem zaznaczyć tylko, że zejście ze Śnieżki jest zaplanowane na jakieś półtorej godziny. Dzisiejsze doświadczenie pokazuje, że wliczając w czas sloty „zwolnijmy bo muszę się przebrać” oraz „czy ten szlak nie skręcał 100 metrów temu?” można to zrobić w 45 minut. Pewnie przy odrobinie doświadczenia w bieganiu po górach oraz ciągłym, równym biegu da się spokojnie zejść poniżej 40 minut. Chcę tym samym powiedzieć, że dzięki mojej szalonej żonie zbiegliśmy ze Śnieżki. Z samego szczytu na sam dół. Ja to jestem spokojny chłopak i nigdy do głowy by mi nie przyszło takie szaleństwo, ale z drugiej strony nie trzeba mnie było specjalnie namawiać.

Zrzut ekranu 2015-07-28 21.00.57

Gorzej. Po tym jak spodobało mi się wchodzenie pod górę to zbieganie… Zbieganie mi się nie spodobało. Zbieganie mnie ZAJARAŁO! Te niepełne 6 km w dół to była czysta radość. Nie dość, że mogliśmy wreszcie pobiec razem to jeszcze biegło się tak przyjemnie jak nigdy. Nie, nie było „łatwo, bo z góry”. Było raczej trudno bo ciągle po kamieniach i trzeba było bardzo uważać, gdzie się stopę stawia. A dodatkowo, to był nasz wspólny trening. I znowu trudno to opisać, ale bieganie z ukochaną osobą to jednak najpiękniejsze uczucie na Ziemi. Niewytłumaczalne, nieopisane, cudowne, dające olbrzymiego „strzała” szczęścia, uśmiechu i satysfakcji. To był najlepszy trening od kiedy tylko pamiętam.

Po czwarte: Bieganie po górach? Chyba warto spróbować!

Niedawno ktoś ze znajomych biegaczy wręcz się ze mną zakładał, że w przyszłym roku nie wytrzymam i polecę w góry. Cholera, boję się, że to się może tak skończyć. Góry uzależniają. Już chcę tu wrócić i trenować, biegać, startować… Następnym razem zabieram jeszcze rower bo tu się tyle zjazdów i podjazdów marnuje, że aż szkoda ;). W każdym razie czas chyba zacząć szukać kogoś bardziej doświadczonego kto poleci ze mną za rok Rzeźniczka (na początek wystarczy). Później już obiecaliśmy sobie Festiwal Biegowy w Krynicy—Zdrój. To chyba determinuje moje plany na „po maratonie”, ale… na razie poszukam wariata, który(a?) poleci ze mną tego Rzeźniczka. No i chyba muszę pomyśleć jak wrócić w góry jeszcze w tym roku. Zakochałem się!

PS od Agaty: A nie mówiłam… ;)

Droga na Śnieżkę

Więcej fotek na fejsie – o tu.

No votes yet.
Please wait...
Paweł Lipiec Opublikowane przez:

Kiedyś dość intensywnie trenowałem Kung-fu, jednak po dość długiej przerwie trudno było wrócić do treningów. Początkowo bieganie miało być drogą powrotną do sztuk walki, ale już po kilku miesiącach spodobało mi się tak bardzo, że nie zamierzam z biegania rezygnować.

  • Góry są najlepsze na świecie. Na Śnieżce byłem 8 razy, a raz zbiegałem myślałem, że wyzionę ducha lub zejdę na zawał.

    No votes yet.
    Please wait...
  • Wojciech Kołacz

    Wiadomka! Musiał nadejść ten moment, że bieganie po górach wpadnie na tapetę… nie mówiąc już o ultra. To będzie kolejny krok ;) odkrywajcie góry, cieszcie się chwilą i sobą :) udanego urlopu cd.

    No votes yet.
    Please wait...
    • Musiał, musiał… Trochę się przed tym broniłem, ale chyba nie ma odwrotu ;)

      No votes yet.
      Please wait...
      • Teraz czekam na post: „Triathlon jest nudny!” ;)

        No votes yet.
        Please wait...
      • Wojciech Kołacz

        To teraz czekam na post: „Triathlon jest nudny!” ;)

        No votes yet.
        Please wait...
        • Weź się opanuj! Nie będzie żadnego triathlonowania! :P

          No votes yet.
          Please wait...
          • Wojciech Kołacz

            Będzie, będzie ;) szybicej niż Ci się wydaje :D

            No votes yet.
            Please wait...
  • Michał

    Góry to stan ducha ;) Mój wujek zawsze mawiał: Po co wchodzić do góry jak z dołu tak pięknie widać…

    No votes yet.
    Please wait...
    • Do wczoraj miałem podobna filozofię.

      Ale z góry widać szerzej: https://youtu.be/Z8YflwFWUxA ;)

      No votes yet.
      Please wait...
      • Michał

        Jako alpinista jaskiniowy, nigdy się z moim wujkiem nie zgadzałem :)

        No votes yet.
        Please wait...
  • emka

    Góry to nie tylko miejsce, to stan umysłu – nawet bez biegania po nich (zresztą, bieganie pozbawia masy atrakcji tak urokliwych – oglądania owadów, widoków, zjadania poziomek) :-)

    No votes yet.
    Please wait...
    • Chodzenie jest najmniej efektywnym sposobem przemieszczania się ;-)

      No votes yet.
      Please wait...
  • Hoho, kolejna osoba wciągnięta w bieganie w górach :)
    Ale samo chodzenie wspomaga bieganie w górach.
    Chyba, że nie mieszka się w górach ;)

    No votes yet.
    Please wait...
  • Pingback: Jak wy to robicie? Czyli 5 sposobów na trening z dzieckiem()