Bieganie pomaga rzucić palenie

6 miesięcy bez papierosa. Bywało więcej. I rok, i dwa. Ale po raz pierwszy czuję, że nie chcę do tego wracać.

Wyobraź sobie, że stoisz w cukierni przed gablotą z ciastami. Widzisz pyszną, słodką bezę. Wiesz jak smakuje, jak chrupie z każdym kęsem, ile przyjemności sprawia pierwszy kęs. Ślinka cieknie, a Tobie robi się błogo na całym ciele, uśmiech pojawia się na twarzy i wiesz, że niczego więcej nie potrzebujesz do szczęścia. Tak, właśnie takie uczucie towarzyszyło mi jeszcze pół roku temu przy zaciąganiu się papierosem…

beza

Błędy młodości

Historia mojego nałogu zaczęła się w 4 klasie liceum. Tuż przed maturą. W okresie buntu i naporu. Zrobiłam wtedy wszystkie najgłupsze rzeczy jakie mogłam zrobić – odeszłam z drużyny siatkarskiej, zaczęłam palić i na własne życzenie wpakowałam się w anoreksję. O tym ostatnim kiedyś napiszę więcej. Mechanizm był bardzo prosty i mocno powiązany, choć na pozór tego nie widać. Rzucając sport bałam się, że szybko przytyję, zaczęłam więc palić, bo gdzieś słyszałam, że od tego się chudnie. Faktycznie, kawa i papierosy były dietą cud. Do czasu.

W takim momencie bardzo łatwo się uzależnić (do tego czułam się taka dorosła). I wpadłam. Na ponad 10 lat.

Dla Niego

Pierwszą próbę rzucenia palenia podjęłam po zaręczynach. Paweł nienawidzi papierosów (w moim odczuciu „nienawidzi” jest zbyt słabym określeniem jego stosunku do tego nałogu). Mimo, że poznając mnie wiedział, że palę, to od początku starał się przekonać mnie do rzucenia. Ograniczyłam znacznie papierosy i postanowiłam, że jeśli coś będzie z tego związku, to może będę w stanie to rzucić. Dla Niego. Rzuciłam po zaręczynach. Wytrwałam 1,5 roku.

Wystarczyła bardziej stresująca praca i wróciłam do fajek bez mrugnięcia okiem. Przecież w mojej głowie nigdy tak naprawdę się z nimi nie rozstałam („przecież nie na zawsze” kołatało się w mojej głowie podczas rzucania „przecież to takie fajne”). Kiedy myślisz, że to sprawia Ci przyjemność, pozwala Ci się odstresować, mieć chwilę „oddechu” w pracy, to tak naprawdę wystarczy impuls. Popalałam w pracy przez pół roku, aż pewnego dnia po wejściu do palarni zapach mnie odrzucił tak, jakby ktoś pod nos mi podstawił worek petów. Szybko znalazłam przyczynę – byłam w ciąży.

Dla Niej

Świadomość, że w twoim brzuchu rozwija się nowe życie była najlepszą motywacją. Tu nie potrzebne były żadne argumenty. Organizm sam odrzucił wszystko co szkodliwe i tak rozstałam się z fajkami na kolejne dwa lata. Dla Niej.

Kiedy jednak po urlopie macierzyńskim wróciłam do tej samej stresującej pracy, nie minął miesiąc kiedy kupiłam pierwszą paczkę. Tak naprawdę praca była tylko pretekstem, bo w głowie odliczałam dni do tego powrotu. Nałóg wygrał z silną wolą po raz kolejny.

Dla siebie

Przez ostatnie dwa lata czułam się niczym w liceum ukrywając się z nałogiem przed mężem, jak kiedyś przed rodzicami. Tak bardzo bałam się kolejnych awantur o fajki. Wymiany tych samych argumentów które trafiały w próżnię zarówno z jednej, jak i z drugiej strony. Poczucia winy, że wolałam się ukrywać i kłamać. Przepraszam kochanie.

Planując zmianę, rzucenie fajek było obok zrzucenia wagi, najważniejszym celem. Po pierwsze dlatego, że to bez sensu pracować nad wydolnością biegając i pływając, a później zaprzepaszczać to fajkami. Po drugie dlatego, że jak się już za coś biorę to od początku do końca na całego. Półśrodki? To nie w moim stylu. I co najważniejsze – po raz pierwszy postanowiłam zrobić to dla siebie. Choć było to dość absurdalne, bo początkowo polegało raczej na wmawianiu sobie, że chcę to zrobić, niż na faktycznej chęci.

Najgorszy pierwszy miesiąc

A tak naprawdę pierwszy tydzień. Non stop myślałam o tym, żeby zapalić. Wszystkie sytuacje w których dotąd paliłam – w drodze do pracy, w przerwach w pracy, podczas powrotu do domu, kiedy Paweł szedł na trening – były istną męczarnią. Automatycznie w tych sytuacjach pojawiała się chęć zapalenia papierosa.

Do tego miałam wrażenie, że nie mogę przestać jeść. I tak, częste wcześniej podjadanie, zamieniało się w potrzebę ciągłego gryzienia. Potrzebowałam zamiennika, który nie spowoduje wzrostu wagi (bo przecież rozpoczęłam mój proces przemiany). Jednocześnie musiałam wyrobić w sobie nawyk picia wody i właśnie tę wodę uczyniłam zamiennikiem.

Woda zamiast papierosa

Za każdym razem kiedy tylko w głowie pojawiła się chęć zapalenia sięgałam po butelkę z wodą. Słuszność tej zamiany wzmocniła książka Siła Nawyku, w której dokładnie tak samo został omówiony proces takiej zmiany – zidentyfikuj problem, zobacz w jakich okolicznościach występuje, kiedy pojawi się wskazówka, która wyzwalała proces zachowań, zmień to zachowanie na pożądane, wtedy pojawi się „nagroda”.

Pomocna okazała się też butelka. Specjalnie kupowałam (i wciąż kupuję) taką „z dziubkiem”, bo picie z niej przypomina zaciąganie się papierosem. Uświadomiłam to sobie dopiero po kilku miesiącach, najważniejsze jednak, że zadziałało!

Więcej biegać!

Najbardziej jednak pomogła mi rozmowa z Justyną, naszą dietetyczką. Ona, jako jedna z nielicznych, wiedziała o tym, że oprócz chęci zrzucenia wagi i rozpoczęcia przygody z bieganiem, rzucam też papierosy. Kiedy poprosiłam ją o skuteczny sposób na podjadanie „zamiast”, odpowiedź trochę mnie zaskoczyła – więcej biegać! Justyna tłumaczyła, że wysiłek fizyczny wywołuje w organizmie podobny stres, co palenie, dlatego tak łatwo zamienić jeden nałóg na drugi. Szczęśliwie w tym przypadku na zdrowszy. Cztery treningi w tygodniu załatwiły sprawę.

Kiedy ćwiczysz, umysł rozpoznaje to jako rodzaj stresu – myśli, że walczysz z przeciwnikiem albo przed nim uciekasz. Aby chronić Cię przed stresem, Twój mózg wydziela białko zwane BDNF (BrainDerived Neurotrophic Factor). BDNF jest elementem, który chroni i naprawia neurony pamięci i działa jako przycisk resetu. To dlatego po ćwiczeniach często czujemy się tak beztrosko, a rzeczy są tak oczywiste i jesteśmy szczęśliwi. W tym samym momencie endorfiny, czyli inny czynnik do walki ze stresem, jest wpuszczany do Twojego umysłu. Zarówno BDNF jak i endorfiny mają podobne uzależniające działanie jak morfina, heroina czy nikotyna.

źródło

Kiedy teraz o tym wszystkim myślę wszystko układa się w logiczną całość – kiedy zaczęłam palić? Jak odeszłam od sportu. Teraz do niego wróciłam i „fajki” nie są mi do niczego potrzebne. Po raz pierwszy myśl o papierosie nie wywołuje we mnie włączenia się tych wszystkich mechanizmów w mózgu wywołujących z jednej strony ogromną potrzebę zapalenia, po drugie tego poczucia „jakie to przyjemne” (jak na myśl o bezie). Chciałabym, by tak już zostało. A podobno chcieć, to móc.

Jeśli podobał Wam się wpis, to bierzcie i dzielcie się ze światem. A jeśli chcecie częściej i więcej, to zapraszam na mój Instagram (@ghati) oraz na Endomondo, gdzie znajdziecie wszystkie treningi.

Please wait...
Agata Lipiec Opublikowane przez:

Bieganie zmieniło moje życie. Bieganie zmieniło mnie. I to nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim mentalnie. Czuję się silniejsza, bardziej atrakcyjna i pewniejsza siebie. Tę całą drogę i tę, która jeszcze przede mną znajdziesz na tym blogu.