Biegam, bo inni nie mogą

Oboje z Pawłem od dawna chętnie włączamy się w inicjatywy charytatywne i cieszymy się, że dzięki bieganiu możemy to robić częściej i niejako mimochodem.

Kilka tygodni temu odwiedziła mnie przyjaciółka. Taka, z którą przyjaźń trwa od podstawówki. Z którą razem przechodzilyśmy młodzieńczy bunt, pierwsze miłości, pierwsze szalone imprezy, pierwsze wyjazdy pod namiot. Byłyśmy jak bliźniaczki – taki sam status społeczny rodziny, te same szkoły, ten sam kierunek studiów… Kiedy przeprowadziłam się do Warszawy kontakt siłą rzeczy się rozluźnił, ale nie straciłyśmy go zupełnie. Od tego momentu życie jednak postanowiło rozróżnić nasze scenariusze. U mnie coraz lepsza praca, mąż, w końcu dziecko. U niej utrata pracy, długie bezrobocie, próba przekwalifikowania się na inny zawód, komplikacje zdrowotne. Kiedy ja cieszyłam się z narodzin córki – ona przeżywała największy dramat swojego życia otrzymując diagnozę – stwardnienie rozsiane (SM). Szok, depresja, w końcu próba poukładania sobie życia na nowo. Kiedy powiedziałam o tym mojej mamie mocno wstrząsnęło mną jedno zdanie z jej reakcji „Boże, jak dobrze, że to nie ty, przecież wy byłyście identyczne”.

Dlaczego o tym piszę? Kiedy widziałyśmy się niedawno zdałam sobie sprawę, że gdybym mogła zrobiłabym wszystko, żeby jej pomóc. Jest bardzo dzielna, walczy, choć czasem wkurza się na swoją niemoc w poruszaniu, to widzę, że to taka trochę sportowa złość. Wyobraźcie sobie, jak było mi dziwnie, kiedy mając w domu takiego gościa musiałam iść na trening – długie wybieganie – 16 km. Jedyną myślą jaka trzymała mnie podczas tego biegu było zdanie znane z akcji charytatywnych podczas biegów: „Biegam, bo inni nie mogą”. Tak, wtedy postanowiłam, że to będzie moja intencja i moja motywacja, kiedy w głowie pojawi się myśl, że może by tak odpuścić trening.

Podziel się kilometrem

Oprócz tych osobistych intencji jest też dla nas, biegaczy, sporo inicjatyw dzięki którym niemalże mimochodem możemy pomóc potrzebującym. Duże marki często podczas biegów dają nam do tego możliwości. Skoro i tak biegniemy, to dlaczego nie połączyć tego z czynieniem dobra? I nie, nie przeszkadza mi logo marki i taki sposób prowadzenia działań CSR, jeśli przekłada się na realną pomoc.

Podziel się kilometrem

Na każdej imprezie biegowej organizowanej przez PZU jest strefa „Podziel się kilometrem” (zobacz podsumowanie 2014 r.). W ramach rozgrzewki, lub schłodzenia po zawodach można wskoczyć na bieżnię, rower, czy orbitrek i zrobić na nich choć kilometr. Za każdy, PZU przeznacza 10 zł na cel charytatywny. Proste? Pewnie. I skierowane nie tylko do biegaczy. Bo przecież nasi bliscy, którzy czekają czasem i 4 godziny na mecie maratonu, mogą w ramach „zabicia czasu” wesprzeć taki cel. Cieszę się, że gdziekolwiek byłam w tym roku na zawodach, do strefy ustawiały sie długie kolejki.

Biegnę dla…

Na biegach sponsorowanych przez PKO Bank Polski jest z kolei możliwość wsparcia konkretnej, potrzebującej osoby. Fundacja PKO Banku Polskiego na każdy bieg znajduje osobę, bardzo często dziecko, które pilnie potrzebuje operacji, sprzętu rehabilitacyjnego, natychmiastowego wsparcia. By jej pomóc, wystarczy w namiocie Fundacji na trenie imprezy zgłosić się jako wolontariusz, pobrać kartkę „Biegnę dla Ani/Krzysia/Justynki”… i dobiec z nią na plecach do mety. W zależności od biegu Fundacja wyznacza progowe ilości zawodników i kwoty jakie przekaże na dany cel, jeśli określona liczba osób dotrze na metę.

Są też biegi z założenia charytatywne, jak onkobieg, Buisness Run, czy Bieg po Nowe Życie, które w miniony weekend można było wesprzeć startując w Warszawie.

Pomoc mierzona kilometrami

Inicjatywą, którą wspieramy praktycznie od początku naszej przygody z Endomondo jest też „Pomoc mierzona kilometrami”. Pomysł niezwykle prosty – zbierasz kilometry będąc aktywnym. Zupełnie nie angażujący – skoro i tak używam Endo na treningu i zawodach. A przy dłuższych dystansach bardzo opłacalny ;) Co 2 tygodnie PMK wyznacza limit kilometrów, jaki uczestnicy tej rywalizacji powinni wspólnie osiągnąć, żeby T-mobile przekazało środki wspieranej w ten sposób fundacji. W zeszłym roku w sumie był to milion złotych. Ile bedzie w tym? Zobaczymy, bo przed nami ostatni miesiąc rywalizacji. Jeśli jeszcze do niej nie dołączyliście, to możecie to zrobić tutaj. Gwarantuję, że w ten sposób treningi zyskają dodatkowy wymiar.

Pomoc mierzona kilometrami

To tylko kilka inicjatyw, które znamy i wspieramy. Jeśli znacie inne podzielcie się nimi w komentarzach. Dla nas sprawa jest jasna – nie przewidzimy kiedy los się odwróci, być może kiedyś to my, lub nasi bliscy będziemy potrzebować pomocy. Liczę, że wtedy też nie zabraknie ludzi z wielkimi serduchami. Bo głęboko wierzymy, że dobro powraca.

No votes yet.
Please wait...
Agata Lipiec Opublikowane przez:

Bieganie zmieniło moje życie. Bieganie zmieniło mnie. I to nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim mentalnie. Czuję się silniejsza, bardziej atrakcyjna i pewniejsza siebie. Tę całą drogę i tę, która jeszcze przede mną znajdziesz na tym blogu.