Biegaczu! Uratuj sobie życie!

Nie jestem rannym ptaszkiem. Nie lubię się zrywać wcześnie rano, a tym bardziej nie jestem w stanie zmusić się do biegania o 5 czy 6 „w nocy”. Zdecydowanie wolę wieczorem, kiedy mam już „rozpęd” po całym dniu. Niestety lato i długie dni odeszły w niepamięć, a zastąpiła je jesień i co raz wcześniejsza szarówka. Często wieczór po pracy oznacza już „po zmroku”. A nocą, jak to nocą – widać niewiele, zwłaszcza kiedy biegniesz po nieoświetlonym parku. A na ścieżkach bez oświetlenia największym problemem nie są rowerzyści, ani piesi – tych widać z daleka. Pierwsi przeważnie mają oświetlenie, a drudzy poruszają się wystarczająco wolno. Problemem są biegacze!

Często biegam po bemowskich fortach. Jest tam taka uliczka (Jerzego Waldorffa), która oświetleniem nie grzeszy. Co nie oznacza, że po zmroku życie na niej zamiera. Nic bardziej mylnego, jak powiedziałby Radek Kotarski. Ludzie spacerują, rowerzyści nadal przemieszczają się w obu kierunkach, a i ilość biegających wcale nie jest mała.

Problem w tym, że kilka razy zdarzyło mi się, że ktoś prawie wbiegł mi pod nogi z bocznej alejki. Było to dla mnie o tyle zaskakujące, że staram się na te nocne biegi zakładać na siebie tyle odblasków ile tylko mogę (i nadal szukam jakiegoś fajnego aktywnego oświetlenia). Wbiegając w taką nieoświetloną część uruchamiam latarkę (lub stroboskop) w telefonie. Robię to w dużej mierze z myślą o swoim własnym bezpieczeństwie. Wolę aby kierowca samochodu widział mnie z daleka zamiast zorientować się na 15 metrów przed, że „coś biegnie”.

Jakim cudem prawie zderzyłem się z innymi biegaczami, pomimo takiej przezorności? Odpowiedź jest bardzo prosta. byli to ludzie z niebywałą… fantazją. Tacy, co to wychodzą wieczorem pobiegać ubrani na czarno, bez jednego elementu odblaskowego, z słuchawkami na uszach… Jednym słowem są zakamuflowani jak ninja, a jednocześnie kompletnie nie odbierają sygnałów z otoczenia. Jeden taki „ninja” jest gorszy niż formacja pań na swoim nordic walking. One co prawda zawsze maszerują całą szerokością chodnika i sąsiadującej ścieżki rowerowej w zwartym szyku, ale często reagują na sygnały dźwiękowe zza pleców. Taki „ninja” nie reaguje na nic.

Biegaczu! Bądź widoczny dla własnego dobra!

Biegając wieczorem, czy nocą, dla własnego dobra, należy zadbać o to, by być widocznym. Sam nie wierzę, że o tym piszę. Wydawało mi się to tak oczywiste… A jednak, ilość ludzi bez odrobiny wyobraźni spotykanych na każdym wieczornym treningu jest zatrważająca.

5 sposobów na bieganie nocą

#1. Używaj odblasków

Daj szansę rowerzyście czy kierowcy aby zauważył Cię na tyle wcześnie, aby mógł w ogóle zareagować. Jadąc nawet z typowo „osiedlową” prędkością trudno jest ominąć „przeszkodę” na odcinku 20 czy 30 metrów. Odblaski sprawiają, że widać Cię nawet z blisko 200 metrów! Odblaskowe elementy często są obecne na koszulkach, bluzach czy butach do biegania.

#2. Używaj oświetlenia

Warto mieć coś świecącego. Czołówkę, opaskę na ramię i używać tych gadżetów nie tylko po to, aby samemu być widocznym, ale również żeby widzieć gdzie biegniesz. Nierówności czy zmiana nawierzchni to nie są rzeczy, które wyczujesz węchem!

opaska
foto: pomoctomoc.pzu.pl

#3. Wyjmij słuchawki z uszu

Warto zrezygnować z (głośnej) muzyki do biegania. Sam jestem fanem biegania z muzyką na uszach, ale nie wtedy, kiedy robi się ciemno i każdy „odcięty” zmysł zwiększa ryzyko wypadku, a w efekcie kontuzji. Warto pobiec bez muzyki lub przynajmniej znacząco ją ściszyć.

#4. Wybieraj znane trasy

Na poznawanie nowej trasy jest czas za dnia. Jeśli w tygodniu nie ma szans na bieganie w ciągu dnia, to wykorzystaj weekend. Bieganie po ciemku jest wystarczająco trudne. Lepiej biec trasą, którą znasz, wtedy żadna zmiana nawierzchni, ani studzienka, czy wystające korzenie, Cię nie zaskoczą.

#5. Zrób rozgrzewkę bez oświetlenia

Twoje oczy potrzebują co najmniej kilkunastu minut (fajnie jak możesz przeznaczyć na to ok pół godziny), aby przyzwyczaić się do braku światła. Jeśli z dobrze oświetlonego terenu nagle wbiegniesz w ścieżkę bez żadnego światła, otoczoną wysokimi drzewami (np. w lesie) będziesz jak biegnący ślepiec. Wtedy pokonać może Cię nie tylko wystający korzeń, ale i wielki dąb stojący na Twojej drodze.


Dla własnego dobra, proszę Was abyście wykazali odrobinę zdrowego rozsądku przed wyjściem wieczorem z domu. Bez względu na to czy idziesz na dłuższy spacer, czy na szybką piątkę. Do tragedii wystarczy kilka sekund nieuwagi.

cover photo: huffingtonpost.com

Rating: 5.0. From 1 vote.
Please wait...
Paweł Lipiec Opublikowane przez:

Kiedyś dość intensywnie trenowałem Kung-fu, jednak po dość długiej przerwie trudno było wrócić do treningów. Początkowo bieganie miało być drogą powrotną do sztuk walki, ale już po kilku miesiącach spodobało mi się tak bardzo, że nie zamierzam z biegania rezygnować.

  • JackRuns

    Oznakowany biegacz to mądry biegacz 😁😁😁

    No votes yet.
    Please wait...
    • W każdym razie bezpieczniejszy! :)

      No votes yet.
      Please wait...
  • Teraz wracając na moje biegowo wioskowe ścieżki nie wyobrażam sobie biegania na czarno, bez odblasków i oświetlenia.

    No votes yet.
    Please wait...
    • Ja autentycznie boję się wyjść bez żadnego światełka wieczorem.

      No votes yet.
      Please wait...
  • Pingback: Ze Źródeł #43 » Kuba Osiński()

  • Biegaczu, włącz myślenie ;)
    Ważny wpis Pawle. Dodałbym 2-3 pkt-y jednak te Twoje są kluczowe.
    pozdrawiam :)

    No votes yet.
    Please wait...
  • Ja już ostatnio biegam obwieszony odblaskami jak choinka, na ciemne miejsca mam przygotowaną „czołówkę”, bo życie jest jedno. A ostatnio trafiłem na „ninję” level pro czyli nocnego nieoświetlonego rowerzystę kamikaze, który pewno wracał na pamięć swoją uliczką, na której zna każdy kamień… Tylko ja byłem nowym elementem układanki :) – tylko mój refleks nas uratował :)

    No votes yet.
    Please wait...
  • fitnonstop

    U mnie nocne treningi jedynie po drogach polnych wchodzą w grę. Wtedy księżyc, czołówka i w drogę. Jedynie nocne, psy, polne budzą mój strach.

    No votes yet.
    Please wait...