Bieg Wilczym Tropem 2015

To był bieg wyjątkowy. Ba, to było pięć wyjątkowych biegów! Dwa biegi na 5 km, dwa bieg na „dyszkę” oraz jeden na symbolicznym dystansie 1963 metrów. Pobiegliśmy razem: Agata swoją pierwszą w życiu piątkę, a ja dyszkę. Każde z nas zrobiło „życiówkę”, ale nie to było dziś najważniejsze…

Start Tropem Wilczym

Paweł: 10 kilometrów pamięci

Dla mnie 10 km to taki fajny dystans, bo już kawałek trzeba przebiec, a nie jest to szybka piątka. Do tej pory najlepszą dyszką była ta z Biegnij Warszawo, którą skończyłem w okolicy 55 minut. Na bieg Wilczym Tropem założyłem sobie ambitny plan poprawienia tego czasu. Liczyłem na to, że uda się urwać jeszcze ze 2 minuty z tego mojego rekordu. Wczoraj przygotowałem sobie w moim Garminku tempo wirtualnego partnera, który miał mnie prowadzić na 00:54:10. Wcale nie nastawiałem się, że uda się pobiec zgodnie z tym założeniem, czyli poniżej planowanego tempa 5:25/km. 10 km w „Skaryszaku” oznaczało 4 okrążenia po 2,5 km. Bieganie w kółko nie jest największą frajdą, ale…

Muszę przyznać, że po Parku Skaryszewskim biegło mi się bardzo dobrze. Już po pierwszym kilometrze zauważyłem, że biegnę jednak szybciej niż zakładałem. Kolejne 2 kilometry postanowiłem odrobinę przyhamować, aby się nie wypalić zbyt wcześnie. Jednak w pewnym momencie zorientowałem się, że moje „wolniej” oznacza jakieś 5:03-50:5/km a nie 5:30/km jak założyłem. Nie powiem – miałem pietra, że nie dociągnę w tym tempie i zwyczajnie braknie mi sił na ostatnie kilometry.

Nie wiem co zadziałało: pogoda, trasa, atmosfera, cel biegu… Nie mam pojęcia. Wiem, że okazało się, że bieg tempem ok 4:50″/km jest całkiem optymalnym rozwiązaniem.

W efekcie udało się ukończyć bieg w zaskakująco dobrym czasie netto 00:49:41. Jeśli myślisz, że było łatwo to grubo się mylisz. Przed samym startem Weronika Sebastianowicz ps. Różyczka prosi biegnących o pamięć dla zmarłych w walce o Polskę, ale też o walkę o pamięć dla tych, którzy jeszcze żyją. Wcale nie biegnie się łatwo kiedy TACY ludzie życzą ci zwycięstwa a łzy same napływają do oczu.

Dla mnie ten bieg był nie tylko okazją do fajnego spędzenia niedzieli czy sprawdzenia się na dystansie 10 km. Dla mnie to był dzień, w którym kilka tysięcy osób swoim bieganiem oddało cześć Bohaterom Polski, ludziom bez których nasze życie i nasz kraj wyglądałyby – oględnie mówiąc – dużo gorzej. Obchody takich dni jak ten mają niebagatelne znaczenie, zwłaszcza teraz kiedy tuż przy naszych granicach dzieje się to się dzieje.

Agata: zrobiłam to, co trzeba

Dwa miesiące temu zaczęłam trochę biegać, by wspomóc się w odchudzaniu. Początkowo nie była to pociągająca rozrywka. Więcej w niej było wewnętrznego przymusu niż przyjemności. Dopóki nie znalazłam celu…

Bieg Wilczym Tropem, pamięci Żołnierzy Wyklętych, to było to. Kiedy się o nim dowiedziałam zapowiedziałam, że choćbym miała go w połowie przejść, dotrę do mety. I tak, tydzień po tygodniu cel zbliżał się coraz bardziej, nie tylko w dacie ale i w umiejętności pokonania 5 kilometrowego dystansu. Aż nadszedł ten dzień. Dziś po raz pierwszy stanęłam na linii startu.

agata

Do biegu przygotowywałam się nie tylko fizycznie ale i mentalnie. Efektem tych drugich przygotowań był ten tekst. Dlatego też dziś postanowiłam, że nie będę się ścigać. To bieg pamięci. Bieg, który ma być hołdem. Wolałam pokonać go rozmyślając o tych, którzy nie mieli tego komfortu, by biegać sobie dla przyjemności. Zwyciężyć dla tych, którym nie było to dane, bo zginęli w piwnicach UB-ckich katowni.

Byłam 13-sta. Trzynasta od końca. Ale przebiegłam! Po dwóch miesiącach przygotowań przebiegłam i to w tempie lepszym o 5 min od dotychczasowych wyników. Przebiegłam, mimo że ludzie obok szli szybciej ode mnie. I co z tego? Skoro ja z tego biegu miałam ogromna frajdę. A ostatnia prostą pocisnęłam na maksa. I o to chodziło! Pobiec tak, by na końcu mieć jeszcze siłę przyspieszyć.

„Dopóki walczysz jesteś zwycięzcą” – powtarzałam sobie w głowie słowa św. Augustyna. Oni też walczyli do końca. „Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba” – napisała w ostatnich chwilach życia sanitariuszka Inka. I ja dziś myślę, że zachowałam się jak trzeba, choć to moje „jak trzeba” to już zupełnie inna historia.

Please wait...
Paweł Lipiec Opublikowane przez:

Kiedyś dość intensywnie trenowałem Kung-fu, jednak po dość długiej przerwie trudno było wrócić do treningów. Początkowo bieganie miało być drogą powrotną do sztuk walki, ale już po kilku miesiącach spodobało mi się tak bardzo, że nie zamierzam z biegania rezygnować.

  • „Przebiegłam, mimo że ludzie obok szli szybciej ode mnie. I co z tego? Skoro ja z tego biegu miałam ogromna frajdę.” – wisienka na torcie i cała esencja! Brawo, sama ideologia tego biegu, jest mega budująca.

    Please wait...
  • pawelluty

    Obojgu Wam gratulacje! I chwała Bohaterom…

    Please wait...
  • Przez kilka miesięcy biegałam w Skaryszewskim kółka i nawet przebiegłam tam sama półmaraton, ale ja biegam na robota – non stop ta sama muzyka i ta sama trasa :D
    ps. Gratulacje dla Ciebie i Agaty!

    Please wait...
    • Gdybym miał tam zrobić na tej pętli 2,5 km ponad 21 km to chyba bym jednak wolał gdzieś wybiec dalej :). Choć jak patrzę na moje treningi to bieganie w kółko nie jest dla mnie taką znowu przeszkodą.

      Please wait...
  • Artur Kaliś

    Gratulacje!

    Please wait...
  • Pingback: Podsumowanie drugiego miesiąca biegania()