Porwałam się z motyką na słońce! 5150 Warsaw Triathlon #before

Są takie marki, które są dla nas ważne. Jedne lubimy, bo są fajne, inne są dla nas użyteczne, do posiadania jeszcze innych aspirujemy, są też takie, które kryją w sobie obietnicę. Najsilniej oddziałującą na mnie marką sportową, która kryje obietnicę, niesie ogromne emocje i wydaje się być nieosiągalna, jest ta, z czerwonym ludzikiem powstałym z połączenia liter I i M. Marzyłam o posiadaniu w swojej kolekcji medalu z tym logo. Nie sądziłam, że kiedykolwiek uda mi się go zdobyć. Aż do minionej niedzieli.

Kiedy na początku roku pojawiła się informacja, że w Warszawie będzie zorganizowany triathlon na licencji IRONMAN i dystansie olimpijskim, który teoretycznie wydawał się być osiągalny, zaczęłam marzyć, by wziąć udział w tym wydarzeniu – 5150 Warsaw Thriathlon.

Dlatego, że w Warszawie…

Zdałam sobie sprawę, że wszystkie moje sportowe „pierwsze razy” w zeszłym roku były gdzieś w kraju – pierwsze 10 km w Łodzi, pierwszy triathlon – w Płocku, pierwsza 1/8 w Bydgoszczy, pierwszy półmaraton w Krakowie. Z jednej strony fajnie. Pozwiedzaliśmy nowe miejsca, poznaliśmy super ludzi, a jednak gdzieś pozostawał niedosyt startów w mieście, które stało się moim domem. Start w wiosennym PZU Półmaratonie Warszawskim pokazał mi jak piękna jest Warszawa z perspektywy biegacza. Jak ta różnorodność architektoniczna, jaką początkowo brałam za brzydką i nieprzystającą do europejskiej stolicy, tworzy jej tożsamość. Przedwojenne, piękne kamienice połączone z PRL-lowskimi plombami, a tuż obok szklane drapacze chmur. Czy to może się podobać? Dla mnie to właśnie urok Warszawy. Podczas półmaratonu miejsca, które dobrze znam, ulice, które przemierzam na co dzień w drodze do pracy, nabrały innego znaczenia. Most Gdański na zawsze pozostanie już miejscem zmagań z silnymi podmuchami wiatru. Most Świętokrzyski – miejscem największej walki z własną psychiką, a podbieg na Belwederskiej – paradoksalnie ukojeniem w bólu po zmianie kąta nachylenia nawierzchni. To tylko strzępy wspomnień z półmaratonu, ale właśnie dzięki nim, kiedy pojawiła się informacja, że tu – w samym centrum miasta – będzie organizowany triathlon, nie mogłam się powstrzymać.

Dla tego finiszu

Oglądałam dziesiątki filmów i zdjęć z imprez na licencji World Triathlon Corporation – właściciela marki IronMan. Ogromnym szacunkiem darzę wszystkich startujących na pełnym dystansie – 3,8 km pływania, 180 km roweru i maraton na dokładkę. Coś niesamowitego! I ten finisz. Zawsze na długiej prostej, wyściełanej wykładziną w barwach marki, otoczonej trybunami pełnymi kibiców. I ręce wzniesione w geście zwycięstwa po przekroczeniu mety. I okrzyk spikera skandującego imię zawodnika wraz z hasłem „You’re IronMan!” Rzecz przekraczająca granice ludzkiej wytrzymałości. Niewyobrażalny wysiłek poprzedzony latami przygotowań. Czy dla chęci usłyszenia tego jednego zdania warto tak się trudzić, wydać setki dolarów, przemierzać pół świata? Setki tysięcy ludzi na całym świecie wierzą, że warto.

To niesamowite jak silną markę udało się zbudować wokół IRONMANA. Przecież jest tyle imprez triathlonowych na podobnych dystansach, a jednak to ta konkretna jest stawiana za wzór, jest celem i marzeniem triathlonistów. Mogę śmiało postawić tezę, że nawet Steve Jobs, czy Jeff Bezos mogliby pozazdrościć emocji, jakie wokół swojej marki zbudował John Collins.

I mnie wciągnęła obietnica, która równocześnie staje się wyzwaniem – „Anything is possible”. Kiedy w sobotę przed startem byłam już tak spanikowana, że zaczęłam się zastanawiać, czy nie zrezygnować z tego startu, otworzyłam racebook i na pierwszej stronie przeczytałam to:

IMG_0829

Nic więcej nie trzeba mi było. Widziałam, że dokładnie tak będzie, że nigdy sobie nie wybaczę zaprzepaszczenia takiej szansy.

Dlaczego o mały włos nie zrezygnowałam?

Decyzja o starcie była typowo emocjonalna. Marzyłam, żeby być częścią tej imprezy. Marzyłam, żeby w niej wystartować. Marzyłam o tym, by w sercu Warszawy, na Placu Teatralnym wbiec na osławioną wykładzinę i przekroczyć linię mety. Obietnica, jaka stoi za marką IRONMANA, była tak kusząca, że wszelkie racjonalne argumenty poszły w kąt.

IMG_0815

Postanowiłam, że wystartuję rekreacyjnie, bez walki o wynik, bardziej z nastawieniem – byle dotrzeć do mety. Kubeł zimnej wody na głowę dostałam w chwili, gdy organizatorzy ogłosili limity czasu.
Pływanie (1,5 km) – 50 min,
pływanie + rower (40 km) – 2:45 h,
pływanie+rower+bieg (10 km) – 4 h.
Spanikowałam, czy będę w stanie zmieścić się w tych limitach. Dlaczego? Bo od pół roku moje treningi trudno nazwać treningami. Bardziej są to aktywności 2-3 razy w tygodniu. Prawie wcale nie biegam, raz w tygodniu chodzę na basen, a rowerem dojeżdżam do pracy (od czasu do czasu, jak pogoda i okoliczności na to pozwalają).

W sobotę skumulowały się wszystkie moje wątpliwości, a kiedy Michał Drelich – dyrektor 5150 Warsaw, podczas odprawy dla zawodników podsumował limity czasowe słowami „Na logo IRONMANa na medalu, trzeba sobie zasłużyć”, moja panika sięgnęła zenitu. Przypomniałam jednak sobie po raz kolejny to zdanie z racebooka i przytaknęłam w duchu – tak, nikogo poza mną to nie obchodzi, to ja będę żałowała, jeśli nawet nie spróbuję. Zostawiłam więc rzeczy w strefach zmian, zawiozłam rower nad Zegrze i postanowiłam pójść za głosem serca…

IMG_0822

Ciąg dalszy wkrótce…

Please wait...
Agata Lipiec Opublikowane przez:

Bieganie zmieniło moje życie. Bieganie zmieniło mnie. I to nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim mentalnie. Czuję się silniejsza, bardziej atrakcyjna i pewniejsza siebie. Tę całą drogę i tę, która jeszcze przede mną znajdziesz na tym blogu.

  • Wojciech Kołacz

    Super relacja.. czuć Twoje emocje i emocje jakie niesie logo IM. Ja wiem jaki był finał Twoich zmagań, ale czekam na część drugą. Brawo i jeszcze raz gratulacje :)

    Please wait...
  • Jak możesz tak to zostawić? I ile my teraz mamy czekać na ten ciąg dalszy? ;)

    Please wait...
    • Agata Lipiec

      Aż dostanę zdjęcia od organizatorów ;) Ale tekst już się tworzy w mojej głowie :)

      Please wait...
      • Ok, takie uzasadnienie to jeszcze rozumiem :)

        Please wait...
        • Agata Lipiec

          już jest ;) http://wybiegane.pl/relacja-z-5150-warsaw/

          Please wait...
          • Wiem, czytałam już rano, tylko dopiero teraz miałam chwilę, żeby wrócić do komputera i skomentować

            Please wait...
  • Pingback: Ten medal jest mój! Relacja z 5150 Warsaw()