5 rzeczy, które mnie motywują

Przez ostatni miesiąc wiele osób zadało mi pytanie Co mnie motywuje? Czas więc poukładać to, co kłębi się w głowie od wielu miesięcy i co spowodowało, że przeszłam w końcu od myśli do czynów.

Paweł w jednym z ostatnich postów pokazał perspektywę nieco bardziej doświadczonego biegacza:

Medale na mecie i poklepywanie po plecach przez kumpli to zaledwie ten 1%. Dlaczego, więc to robię? Bo warto. Choćby dla tego jednego procenta. Bo to kocham. Ale ta miłość nie przychodzi po pierwszych tygodniach ani miesiącach. Miłość przychodzi znacznie później niż zauroczenie.

W moim przypadku o miłości, czy choćby zauroczeniu bieganiem trudno (jeszcze) mówić. Ale mam inne swoje motywacje, które sprawiają, że 4 razy w tygodniu staram się założyć sportowe ciuchy i wyjść z domu. Co to jest? Po kolei:

1. Waga

I nie do końca chodzi tu o moją wagę (choć to oczywiście też), ale bardziej o stosunek mojej wagi do wagi mojego męża. Kiedy Paweł zaczynał udział w programie PZU #biegajnazdrowie ja również postanowiłam, że będę się ruszać razem z nim. I nie chodziło tu o chęć podjęcia aktywności fizycznej, a raczej o względy ambicjonalno-wizualne. Bo w końcu za chwilę on schudnie, a ja zostanę taka zasiedzianą w tym fotelu. Niestety, ambitny plan został szybko przerwany przez komplikacje zdrowotne i miałam dobrą wymówkę, żeby jednak sobie odpuścić (w końcu lekarz zabronił „na jakiś czas”, tylko nie powiedział na jaki).

I tak mijały kolejne miesiące, Paweł tracił kolejne kilogramy, a ja popadałam w coraz większe kompleksy. Kolejne próby podjęte jesienią również szybko się kończyły, bo wpadałam w zaklęty krąg kobiecego myślenia, że przecież nie mogę sobie pozwalać na takie „zachcianki” skoro w domu bałagan, obiad nieugotowany, trzeba zrobić zakupy, zająć się dzieckiem, a po 21:00 kiedy wreszcie mogłabym wyjść pobiegać, najnormalniej w świecie nie miałam już siły. Więcej o tym pisałam tutaj. No i przecież Pawła trening był (i wciąż jest) najważniejszy, a w tym okresie miał ich 5 w tygodniu, więc nie łatwo było się wstrzelić.

waga

Chyba każda z dziewczyn wie, co dzieje się w głowie, kiedy wszystkie plany spełzają na niczym, a widok w lustrze zaczyna coraz bardziej doskwierać. Masz ochotę schować się na kanapie pod kocem z wiadrem lodów i czekoladą i czekać aż ci przejdzie. Tylko, że nie przechodzi.

Moment kulminacyjny nastąpił po świętach Bożego Narodzenia. Pierwszy raz od kwietnia (start programu #biegajnazdrowie) pozwoliłam sobie pojeść – co chcę i ile chcę. Jakież było moje zdziwienie, kiedy po Nowym Roku waga pokazała przeklęte 86 kg, podczas gdy Paweł zaczął cieszyć się ze spadku do 88 kg. Tego było już za wiele. Chłop, blisko 2 metry wzrostu, ponad głowę wyższy ode mnie i waży TYLE SAMO??? (Tak, panowie 2 kg różnicy w tym przypadku dla kobiety to żadna różnica). O nie! Koniec z tym! Chciałeś to masz! Teraz ty zajmujesz się domem i dzieckiem, a ja biorę się za siebie! O!

2. Co oni wszyscy się uparli na to bieganie?

Waga była impulsem, który pchnął mnie do czynów. Ale w głowie ten proces zaczął się o wiele wcześniej. Jakieś 3 lata temu, kiedy (jeszcze w poprzedniej firmie) zaczęłam uczestniczyć w projektach biegowych. Pomyślałam sobie, fajnie, będziemy sponsorować biegi, to i może my zaczniemy się ruszać? Niestety, mimo silnej agitacji w zespole nie było chętnych, a samemu to przecież tak głupio…

Potem przyszedł czas na zmiany i w nowej firmie okazało się, że sponsoring biegów nie wynika z mody, ale z wewnętrznego zapotrzebowania, oddolnej inicjatywy. Miałam wrażenie, że tu wszyscy biegają, a już na pewno u mnie w biurze.

biegacze

Najgorsze były okresy przedmaratońskie i półmaratońskie – przez dwa miesiące każdy dzień w pokoju zaczynał się od pytania: Ile wczoraj biegałeś? Jaki trening robiłeś? itp. Po czym następowała kilkuminutowa wymiana dystansów. A we mnie co raz bardziej wibrowały słowa rzucone kiedyś mimochodem „a co ty wiesz”… No bo w sumie, co ja wiem o bieganiu? Teoretycznie sporo, ale tylko teoretycznie, bo przecież nie da się inaczej prowadzić komunikacji wokół dyscypliny. A jak nie możesz pisać z doświadczenia, to nadrabiasz teorią. I tak zaczęła kiełkować myśl o tym, że jeśli kiedykolwiek mam z nimi rozmawiać po partnersku, to trzeba tego doświadczenia nieco złapać. Choć pewnie dopóki nie przebiegnę maratonu (czego na razie nie planuję i nie biorę pod uwagę), to i tak będą traktować mnie jak żółtodzioba.

3. Co zrobić, żeby nie było wyjścia?

Kiedy już ruszyłam cztery litery, by zgubić ten nadmiar tłuszczu zalegający w całym ciele, w głowie (tak, za dużo myślę, nawet kiedyś studiowałam filozofię przez chwilę by robić to skuteczniej ;)) pojawiła się kolejna myśl: Jak nie odpuścić po tygodniu, no dobra, po miesiącu?

Zeszłoroczne doświadczenia pokazały, że dwa, trzy tygodnie to luz, schody zaczynały się po tym czasie. Wybawienie przyszło niespodziewanie z Facebooka :) Zobaczyłam, że ruszyły zapisy na bieg Tropem Wilczym – pamięci Żołnierzy Wyklętych i wiedziałam, że to jest to! Że to nie jest jakiś tam bieg. To bieg pamięci bohaterom. To bieg, który choćbym miała przejść, to chcę wziąć w nim udział!

Po spontanicznym zakupie pakietów i podzieleniu się beztrosko tą radosną nowiną na Facebooku, dołączyło do mnie kilka koleżanek. I tak wspólnie sobie trenujemy (choć każda osobno), motywując się wzajemnie wynikami na Endomondo. (Swoja drogą nie sądziłam, że kobiety mogą tak ze sobą rywalizować – Paulina, Agnieszka, pozdrawiam Was;)).

4. Zuzia

– Mamo, ty idziesz na trening? – powiedziała 2 tygodnie temu moja 3-letnia córka widząc mnie w stroju biegowym. Do stroju jest przyzwyczajona, ale kiedy tata ma go na sobie. Mama w leginsach i bluzie była sporym zaskoczeniem. Na szczęście Paweł szybko jej wytłumaczył co jest grane i mogłam spokojnie wyjść z domu. I tak mi się marzy, kiedy o niej myślę, że chciałabym, byśmy byli dla niej przykładem. Żeby ten sport był w jej głowie odkąd pamięta. Żeby to było coś oczywistego i naturalnego. Nie ważne, czy będzie biegać, tańczyć, pływać czy grać w siatkówkę, albo co tylko sobie wymarzy. Nie ważne, na jakim poziomie zaawansowania będzie chciała w ten sport iść. Ważne, żeby chciała to robić, dla siebie, dla zdrowia, dla przyjemności jaką daje ruch, dlatego że to oczywiste i naturalne. A ponieważ nie chcę, żeby czuła, że ją do czegoś zmuszamy chcę byśmy dali jej przykład „z góry”.

sportowa rodzinka1

Nie macie pojęcia, jak wielką frajdą w zeszłym roku było czekanie z nią na mecie na Pawła i kibicowanie biegaczom. A kiedy tato pojawił się w zasięgu wzroku Zuzanna zaczynała skandować: „Tata szybko! Tata szybko!” i miała ogromną radość, kiedy zdobyty właśnie medal lądował na jej szyi. Nie uważacie, że to fajne wspomnienie z dzieciństwa? Ja bym chciała takie mieć :)

5. Być jak mama

Z tej ostatniej motywacji nie zdawałam sobie sprawy, aż do ostatniej rozmowy z moją przyjaciółką. Wiąże się ona po części z tym co napisałam przed chwilą, ale siedzi trochę głębiej. Trzy lata temu, niedługo po porodzie, kiedy rozmawiałyśmy z Karoliną, rzuciłam taką myśl – Chciałabym, być dla mojej córki takim wzorem jakim jest moja mama dla mnie. I w tym konkretnym przypadku nie chodziło o „wzór człowieka” jakim niezaprzeczalnie jest dla mnie moja mama. Chodziło o to, by być w oczach mojej córki zawsze tak zadbaną, elegancką i piękną bez względu na wiek, jak jest moja mam w moich oczach. Nigdy żadna moda, celebrytka, czy inna osobowość nie będzie dla mnie takim autorytetem klasy i elegancji. Mimo, że jest zwyczajną mamą, nie żadną tam arystokratką „ąę bułkę przez bibułkę”, to jednak ma w sobie coś co czyni ją piękną. Dzięki czemu, nawet na studiach często słyszałam od znajomych ale masz ładną, młodą mamę. Coś, dzięki czemu mimo mijających lat jest zawsze taka w sam raz do swojego wieku. I nigdy nie mogłaby wziąć udziału w programie „10 lat mniej”, bo na pierwszej próbie sondy ulicznej ludzie dawaliby jej to 10 mniej bez żadnych zabiegów upiększających.

piękniejsza

I ja też taka chcę być.

Dla siebie i dla Zuzi.

I to mnie motywuje.

A Ciebie?

No votes yet.
Please wait...
Agata Lipiec Opublikowane przez:

Bieganie zmieniło moje życie. Bieganie zmieniło mnie. I to nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim mentalnie. Czuję się silniejsza, bardziej atrakcyjna i pewniejsza siebie. Tę całą drogę i tę, która jeszcze przede mną znajdziesz na tym blogu.

  • Wooow, świetne podejście do tematu, dobry kop motywacyjny dzięki!
    Wziąłem się za siebie 20 stycznia, nie było to łatwe, ale jako cel postawiłem sobie uzyskanie takiej kondycji by przejechać w weekend majowy na rolkach z Łodzi do Warszawy, może to absurdalne, ale taki postawiłem sobie cel i jest to moje głębokie marzenie by jako amator tego dokonać. Nie jest łatwo przestawić się mentalnie na inny styl życia/jedzenia – mi do tego potrzebny był cel, zakreślony konkretną datą.
    PS. Dasz radę :)

    No votes yet.
    Please wait...
    • Agata Lipiec

      Waldemar, to świetnie! Trzymam kciuki za realizację celu, na pewno się uda. Małymi krokami do celu ;)

      No votes yet.
      Please wait...
    • Mega cel! Trzymam kciuki! Daj znać jak będziesz jechał – zorganizujemy jakąś metę ;)

      No votes yet.
      Please wait...
      • Wooow no i to jest motywacja! Dam znać na pewno, póki co mój rekord z endomondo to 70 km (Łódź-Sieradz) okupione kontuzją, ale teraz staram się przygotować i przy okazji parę kilo zbędnego balastu zrzucić :)

        No votes yet.
        Please wait...
    • Wow!! Ambitne rzeczywiście. To jak mój Rzeźnik za dwa lata. Trzymam kciuki

      No votes yet.
      Please wait...
  • Agata, czytam, czytam i aż mam ochotę krzyczeć też tak mam. Z tym tylko, że po drugiej ciąży to mąż waży już mniej niż ja i chyba też czas powiedzieć basta. Dzięki :)

    No votes yet.
    Please wait...
  • mnie także nakręcają dzieciaczki moje Gabs 25 miesięcy, Kaja 3 miesiące, dodatkowo mąż Fakund i październikowy maraton w Chester. Mój biegowy Mount Everest :D !!! Niezmienierny szacunek odkrywam do swojego ciała i umysłu od czasu zostania mamą. A dziś Gabs nagle sama z siebie zaczęła udawać tatusiowy trening….robila pseudo – pompki i pseudo – brzuszki :) padłam !!! coś fenomenalnego – bądzmy zmianą, która chcemy widzieć w naszych dzieciach! parafrazując Ghandiego!!! byle tak dalej mamuśko…who run the world…girls :D !!!

    No votes yet.
    Please wait...
    • Agata Lipiec

      Super! Dzieciaki wszystko chłoną jak gąbka. Zobacz sobie ten film, tylko uważaj, bo bardzo moczy oczy :D https://www.facebook.com/566211540152212/videos/666186890154676/?fref=nf
      No i trzymam kciuki za maraton w październiku, ja w tym czasie chcę zadebiutowac w połówce :)

      No votes yet.
      Please wait...
      • beksa!!!!! oj jaka beksa!!!!!
        trzymam kciuki za półmaraton, i kolejne wyzwania !
        Może maraton, może Insanity :) !!! wszystko jest kwestią dyscypliny i determinacji!

        No votes yet.
        Please wait...
        • a i jeszcze motywacyjnie uwielbiam to:

          No votes yet.
          Please wait...
        • Agata Lipiec

          Za 2 tygodnie sprint w triathlonie ;) to dopiero wyzwanie :D Dzięki za wsparcie!

          No votes yet.
          Please wait...
          • woowowow sprint….triathlon….you go girl! :)

            No votes yet.
            Please wait...