5 powodów dla których biegi odbywają się w miastach (i to się nie zmieni)

Każdej większej imprezie biegowej towarzyszy lament nielicznej grupy malkontentów. A to, że miasto zablokowane, bo przecież weekend bez wizyty w centrum handlowym to weekend zmarnowany. A to, że bez sensu takie imprezy robić w środku miasta zamiast gdzieś w lesie poza miastem, gdzie zamiast biegać po asfalcie można by leśnymi dróżkami… Argumentów jest cała masa i tylko nie wiadomo, który głupszy.

runners

#1. Bezpieczeństwo

Wyznaczenie trasy biegu oraz jej zamknięcie dla ruchu ma swój sens i nie chodzi tylko i wyłącznie o komfort biegnących. To nie jest kwestia tylko uniknięcia ewentualnych przeszkód na trasie biegu ale również umożliwienia szybkiego i sprawnego działania służbom medycznym gdyby taka konieczność zaszła. nie wyobrażam sobie karetki pędzącej po wąskich ścieżkach parku czy lasu kiedy każda minuta opóźnienia może być na wagę życia.

Wraz ze wzrostem popularności biegania rośnie ilość biegaczy z kategorii „sąsiad przebiegł ten maraton to i ja dam radę”. W efekcie w biegach masowych startują nie tylko ludzie, którzy sumiennie się przygotowali do startu, ale też tacy, którym wydaje się, że 20 km to każdy przebiegnie. Ze względu na zabezpieczenie sprawnego ratowania życia tych oszołomów istotny jest dostęp do miejskiej infrastruktury — od dróg po szpitale.

#2. Nawierzchnia i trasa biegu

Tak, lepiej i bezpieczniej jest biec po twardym asfalcie niż po leśnej ścieżce, na której zawsze mogą trafić się korzenie, gałęzie, kamienie, szyszki itp. Każda taka przeszkoda w trakcie długiego biegu to okazja do nabawienia się kontuzji. A nam nie o kontuzje chodzi a o fajną zabawę w trakcie biegu. Trzeba pamiętać, że w takim biegu startuje kilka tysięcy osób. Kiedy biegnę sam na treningu mogę sobie truchtać po lesie, bo nawet jeśli się potknę o korzeń to najwyżej pościeram kolana. Jeśli potknę się biegnąc w grupie to na zwykłych obtarciach się nie skończy i nie będę jedynym poszkodowanym.

Do tego dochodzi jeszcze kwestia atestowania trasy. Startując w biegu na 10 km chcę mieć pewność, że biegną taki właśnie dystans. Nie 9,5 km, nie 11 km tylko równe 10. Aby trasa mogła pozytywnie przejść atest powinna przebiegać drogą utwardzoną (asfalt, beton, kostka). Atestacji nie podlegają: przełaje, biegi górskie, gdzie teren jest nierówny, trasy prowadzone przez las czy po trawie. Samo to wyklucza atestowane biegi po puszczach i lasach.

#3. Kibice i logistyka

Na bieg „w środku miasta” łatwiej dotrzeć nie tylko biegaczom, ale również kibicom. Dzięki temu całe rodziny z dziećmi mogą wykorzystać tą okazję i fajnie spędzić część weekendu fundując najmłodszym obcowanie ze sportem bez wielkich wojaży czy wydatków. A nie ukrywajmy — nam też się lepiej biegnie kiedy na trasie jest dużo kibiców i wszyscy zagrzewają do walki. To naprawdę ma duże znaczenie.

Okolice startu i mety biegu skupiają w krótkim czasie duże ilości ludzi. Dlatego nie bez znaczenia pozostają również kwestie związane z dojazdem. Część biegaczy unika dojeżdżania własnym samochodem na zawody ponieważ to zawsze oznacza problem z zaparkowaniem. Możliwość skorzystania z komunikacji miejskiej przy tej okazji jest wielkim ułatwieniem. Osobiście nie wyobrażam sobie biegu nawet na zaledwie 6 tysięcy osób w lesie, bo gdzie zaparkować te tysiące aut?

#4. Bo po biegu…

Jeśli startujemy w mieście to po biegu jest gdzie usiąść ze znajomymi na posiłek regeneracyjny, odpocząć pogadać. Wyobrażam sobie takie zawody w małej miejscowości, gdzie w niedzielę funkcjonuje jeden „punkt restauracyjny”. Widzicie oczyma wyobraźni ten tysiąc osób w jednym lokalu? Ja nie widzę.

#5. Bo mieszkasz w mieście

Mieszkanie w dużym mieście nierozłącznie wiąże się z obcowaniem z takim zjawiskiem jak imprezy masowe: koncerty, marsze niepodległości, biegi, maratony, pikiety, parady czy demonstracje. I co poradzisz jak nic nie poradzisz? Mieszkanie na Warszawskim Bemowie oznacza, że raz na jakiś czas na lotnisku odbywa się koncert i fakt, że w domu świetnie do słyszę wcale nie jest mi na rękę. Ale godzę się na to mieszkając w takim a nie innym miejscu.

Wątek bonusowy

Całkiem niedawno ukazał się w GW artykuł, w którym mówiono, że w Warszawie rocznie organizowanych jest ok 130 biegów. Chyba tylko ta słynna rzetelność dziennikarska nie pozwoliła na wyjaśnienie, że co weekend organizowane są biegi i treningi w wielu warszawskich parkach, które nijak nie utrudniają funkcjonowania miasta. Biegów, które faktycznie w jakimś stopniu „zatrzymują” miasto jest roku może 10… a może nawet nie. Z tej perspektywy chyba powinniśmy się cieszyć, że tak społeczeństwo tak chętnie się rusza i dba o swoją kondycję?

Każda duża impreza biegowa to również promocja dla miasta. Największe biegi maratońskie w Europie i USA cieszą się jak dużym zainteresowaniem, że wywalczenie pakietu startowego jest jak wygrana na loterii. Na te biegi zjeżdżają ludzie z całego świata. Każda taka imprez to również okazja dla lokalnych sklepów i firm sprzętu sportowego. Korzyści z tego rodzaju wydarzeń jest znacznie więcej niż umożliwienie 10 tysiącom wariatów pobiegania po mieście.

Please wait...
Paweł Lipiec Opublikowane przez:

Kiedyś dość intensywnie trenowałem Kung-fu, jednak po dość długiej przerwie trudno było wrócić do treningów. Początkowo bieganie miało być drogą powrotną do sztuk walki, ale już po kilku miesiącach spodobało mi się tak bardzo, że nie zamierzam z biegania rezygnować.