Dwa zające i życiówka. 27. Bieg Niepodległości w Warszawie

To był bieg inny niż wcześniejsze. Paweł debiutował jako oficjalny zając, prowadząc zawodników na 60 min. Ja po raz pierwszy pobiegłam w roli prywatnego zająca przyjaciółki. I mimo, że zakładałyśmy biec spokojnie i na luzie, to udało się poprawić życiówkę Marysi o ponad minutę.

To miał być jeden z biegów, w których startuje się dla idei i przyjemności, a nie dla wyniku i właśnie taki był. Żadne z nas nie miało ochoty się ścigać – Paweł przez kontuzję, ja przez ogólne rozprężenie po półmaratonie. Dlatego pomysł zającowania bardzo nam podpasował.

IMG_5895

Bardzo chciałam po raz pierwszy pobiec jako element flagi narodowej. Tegoroczne plany wyjazdowe uniemożliwiły nam start zarówno w Biegu Konstytucji, jak i Biegu Powstania, tym bardziej zależało mi, żeby wystartować w Biegu Niepodległości. Niestety moje wyobrażenia i zeszłoroczne doświadczenia z perspektywy kibica były zupełnie inne, niż tegoroczna rzeczywistość. Po pierwsze zamieszanie z koszulkami, którego efektem było otrzymanie koszulki z grubą warstwą sztywnej farby na klatce. Wielka szkoda, bo nie da się tego założyć nawet na co dzień do chodzenia o bieganiu w tym nie wspominając. Druga kwestia, to hymn narodowy, którego nie było. W zamian mieliśmy dyskotekę z rytmicznym beatem, który ni jak nie korespondował ze świętem 11 listopada. Tak, może jestem ckliwa i sentymentalna, ale największą zeszłoroczną atrakcją tego biegu były wspaniałe pieśni patriotyczne i hymn narodowy przed startem. A w tym? Być może na linii startu był odegrany, ale w naszej 4, 5 i 6 strefie w ogóle nie było go słychać. Mało tego, mieliśmy alternatywnego DJ-a, który „rozgrzewał” nas przed biegiem i przy całej sympatii dla jego pracy, to jednak obdarł atmosferę biegu z tego, co w nim najważniejsze – podniosłości i historycznej zadumy. Szkoda.

IMG_5899

Kiedy wreszcie wystartowaliśmy (około pół godziny po starcie pierwszej strefy), najlepsi biegacze byli już na mecie, a konferansjer zapowiadał oczekiwanie na finisz pierwszej kobiety. Była nią oczywiście niedościgniona Iwona Lewandowska. W ogóle miło było patrzeć na listę zwycięzców, gdzie przy nazwiskach widniały same biało-czerwone flagi. Co do naszego biegu, to Paweł z dwoma pozostałymi zającami prowadzącymi na 60 min. pobiegli nieco z przodu, my z Marysią miałyśmy plan trzymania się tempa 6:20 (a ja po cichu myślałam, że jak trasa i kondycja Marysi pozwolą, to w drugiej części biegu trochę przyspieszymy).

Pierwsze 3 kilometry (do wiaduktu przy Centralnym) minęły nam w miarę spokojnie, można by powiedzieć rozgrzewkowo. Wiadukt, mimo obaw okazał się niezbyt stromy i stosunkowo krótki. Na tyle, że Marysia oceniła go jako lekki podbieg. To dobrze wróżyło, choć uprzedzałam ją, że będziemy nim jeszcze wracać, a po 7 km w nogach może okazać się trochę bardziej wymagający. Na półmetku byłyśmy zgodnie z planem po połowie godziny. Woda jak zwykle przyniosła chwilowe wytchnienie, ale na krótko, bo przed nami był najtrudniejszy, jak się okazało, odcinek trasy.

IMG_5900

6 i 7 kilometr były lekko pod górę (nie zaraz, żeby podbieg, ale takie niewdzięczne lekkie nachylenie trasy, które daje się odczuć w nogach, mimo, że kompletnie go nie widać patrząc przed siebie). Na tych dwóch kilometrach tempo spadło nam do 6:29 na 6. km (wliczając zatrzymanie się po wodę, bo inaczej nie było możliwości, by ją sięgnąć) i 6:25 na 7. km. Przed powrotem na wiadukt kilkaset metrów było lekko z górki, co dało nogom odpocząć przed podbiegiem. Marysia miała jeszcze spory zapas sił, więc uruchomiłyśmy mocniej ręce i wbiegłyśmy na wiadukt wyprzedzając sporą grupę osób. Co to była za satysfakcja! A zbieg – czysta przyjemność!

Na tych emocjach dobiegłyśmy do ronda ONZ, gdzie Marysia zaczęła zdradzać pierwsze objawy zmęczenia. Stwierdziła, że jest ok, ale szybciej, to raczej nie da rady biec. Powiedziałam, że ok, będziemy trzymać to tempo (nie zdradziłam, że biegniemy szybciej niż dotychczas, i że 8. kilometr pokonałyśmy w tempie 6:08). Zgodnie z obietnicą kolejne 1,5 km trzymałyśmy to tempo, a że trasa była teraz lekko z górki, to nawet nie odczuwałyśmy zbytnio tego przyspieszenia. Ostatnie pół kilometra, kiedy na horyzoncie widać już było metę, zaczęłyśmy przyspieszać. Krzyczałam do Marysi, że teraz to już lecimy ile sił w nogach, że już nie ma na co oszczędzać. Największą przeszkodą tego finiszu był tłum ludzi, w którym zmieszali się również zawodnicy nordic walking, co zmusiło nas do lawirowania pomiędzy finiszerami i wyprzedzania kolejnych osób. W sytuacji kiedy biegnie się w parze, to dość trudne, ale dawałyśmy radę, a ja nie przestawałam dopingować Marysi, by jeszcze przyspieszyła.

Wpadłyśmy na metę. Zegarek pokazał czas nieco powyżej 1:03. Marysia ucieszyła się, bo wiedziała, że oznacza to poprawę czasu z debiutu w Biegnij Warszawo. Ja cieszyłam się, że udało mi się ją przekonać do mocnego finiszu – dzięki czemu już wie, że potrafi biec tempem 5:40 (to średnie tempo z ostatniego kilometra), mimo, że w trakcie biegu, kiedy opowiadałam jej o półmaratonie, zarzekała się, że w życiu nie da rady pobiec poniżej 6 min. Udało się, a raczej – zrobiłyśmy to! Oficjalny czas 01:02:52. Dzięki czemu piękny medal smakował na mecie jeszcze lepiej.

fot. Maria Górecka
fot. Maria Górecka

Pawłowi też sporo osób dziękowało na mecie za mądre prowadzenie i życiówki. Po tym biegu oboje czuliśmy niedosyt. Tak, jakby to dopiero była rozgrzewka. Nogi rwały się, by biec dalej – szczególnie, że Paweł przestał skarżyć się na ścięgno, a ja znów poczułam, jak fajnie się biega. Rozsądek jednak kazał wrócić nam do domu (no dobra, pojechać na zasłużoną pizzę).

Liczę, że ten niedosyt będzie dobrym prognostykiem na jesienne bieganie po roztrenowaniu. A na razie basen, siłownia i spinning. Jak Wasza regeneracja po sezonie?

Rating: 5.0. From 1 vote.
Please wait...
Agata Lipiec Opublikowane przez:

Bieganie zmieniło moje życie. Bieganie zmieniło mnie. I to nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim mentalnie. Czuję się silniejsza, bardziej atrakcyjna i pewniejsza siebie. Tę całą drogę i tę, która jeszcze przede mną znajdziesz na tym blogu.

  • Bernadetta Parusińska-Ulewicz

    Ja przez kontuzję wyleciałam z obiegu na blisko 1,5 m-ca (2 krótkie przebieżki w tym czasie trudno w ogóle liczyć), ale 11.11 już nie mogłam w domu wytrzymać i pobiegłam sobie w biegu niepodległości z wąsem. Potraktowałam go totalnie treningowo, ale godzinę spokojnie złamałam. Ataki na życiówkę muszę jednak zostawić na później, bo póki co noga jeszcze lekko daje o sobie znać. Cały czas jednak tli się nadzieja, aby przed końcem roku wystartować w półmaratonie, ale bez totalnego ciśnienia. W każdym razie mogę powiedzieć, że dla mnie sezon dopiero się zaczyna, a nie kończy ;)

    No votes yet.
    Please wait...
    • Agata Lipiec

      Trzymam kciuki za szybki powrót do zdrowia i formy. U nas przerwa w bieganiu do końca miesiąca, a od grudnia ruszamy z przygotowaniami do nowego sezonu :)

      No votes yet.
      Please wait...
  • emka

    Stałam w żółtej strefie i hymn był pięknie słyszalny, wszyscy śpiewali, szkoda, że nie zadbano, by wszystkie strefy miały możliwość słyszenia i śpiewania.
    Natomiast punkt nawadniania – mnie się trafiła perfekcyjna organizacja, dziewczyna podająca mi wodę wręcz podbiegła, by podać mi kubek – nie musiałam się zatrzymywać.
    I doping! Kibice sprawili, że naprawdę chciało się biec :) To był wspaniały bieg :-) a po biegu Lodziarnia ul. Baśniowa – sporo biegaczy tam trafiło :-)

    No votes yet.
    Please wait...
    • Agata Lipiec

      Czyli kolejny raz ci co startują pózniej mają gorzej :) Przy wodzie była jedna wielka kałuża, puste stoły i tylko dwa z wodą, wiec wszyscy się tam zbiegali, żeby sięgnąć kubek. Trzeba nauczyć się szybciej biegać ;)

      No votes yet.
      Please wait...
  • Gratulacje za bieg i prowadzenie. Misja zająca to odpowiedzialna i świetna rzecz :)
    Co do roztrenowania to odpoczywam, łażę po górach i mieście :) I nadrabiam rzeczy blogowe ;)

    No votes yet.
    Please wait...
    • Agata Lipiec

      Zazdroszczę gór <3

      No votes yet.
      Please wait...
  • Małgorzata Roszkowska-Kazała

    Widzę, że wrażenia i obserwacje dotyczące atmosfery związanej z biegiem mamy bardzo podobne. Wczoraj napisałam relację. Wypunktowałam (co za zbieg okoliczności) to samo co Ty.

    No votes yet.
    Please wait...